Rozmawiałam kiedyś z kumplami o naszych ulubionych wykonawcach. Że ten świetny technicznie, tamten ma tematy muzyczne, które rozpoznasz zawsze i wszędzie, a inny genialną barwę głosu.

 

W końcu jednak doszliśmy do wniosku, że tych najlepszych słucha się inaczej niż całej reszty. Nie głową i rozsądkiem, zastanawiając się nad techniką i frazowaniem. Nie. Kiedy się ich słucha, czuje się coś innego. Jakby gdzieś na poziomie klatki piersiowej coś w tobie rosło i rozpierało cię od środka. Uczucie, że to jest tak dobre, że musisz, m u s i s z  się tym z kimś podzielić. Że aż cię nosi, kiedy tego słuchasz.

Dokładnie tak było wczoraj.

 

1. Bo było SESSION

W większości oklepane, kościółkowe wielkopostne kawałki. Jestem pewna, że każdy z was bez problemu rozpoznałby przynajmniej kilka z nich*. Muzycy tak zaaranżowali… Zaraz, zaraz,zaaranżowali? Oni dali tym pieśniom nowe życie. Stylowe (jakże by inaczej), smaczne, porywające, wzruszające, poruszające… Tak, to było po prostu DOBRE.

* – …ale nie na PRAY SESSION 2.

 

2. Bo było PRAY

Czy mieliście w swoim życiu tak, że najpierw miesiącami czekaliście na jakiś koncert, później – w jego trakcie – już zaczynaliście żałować, że zaraz się skończy, a potem niemalże wpadaliście w depresję, bo było już po wszystkim? Tak mogło zdarzyć się i tym razem, gdyby tylko PRAY SESSION było zwykłym koncertem. Nasz event ma jednak dużo wyższy i szerszy wymiar – tak jest, dobrze zgadliście: mówię o modlitwie. To tak a propos dawania nowego życiaz poprzedniego akapitu. Frazes? W kontekście modlitwy – och, jak bardzo myli się ten, kto tak myśli.

 

3. Bo był AFTER

Każda szanująca się impreza swój after mieć winna – i tak też się wydarzyło. Przygotowaliśmy herbatę, ciasta, miody oraz kilka stanowisk z kredkami i czystymi arkuszami papieru. Po co kredki? Ano po to, by zostawić swój podpis, podziękowanie, rysunek, wiersz czy co tam komu w duszy zagrało (wasza inwencja twórcza nie znała granic – wiedzcie, że to szanujemy i nie omieszkamy pochwalić się jej owocami na naszym fanpage’u, tak jak i całą resztą zdjęć, więc stay tuned). Bardzo nas cieszy, że chcieliście wpaść i trochę lepiej nas poznać. Było bardzo tłoczno (szczególnie przy ciastach) i gwarno (gwarno? Skąd w mojej głowie to słowo, ze średniowiecza?!). Nie skłamię, jeśli powiem, że kaplica również pękała w szwach – zajęte były wszystkie miejsca siedzące, a i stojące były oblegane.

 

4. Bo było DOBRZE, a będzie jeszcze lepiej

Oświadczenie 12 kamieni w sprawie drugiej edycji PRAY SESSION jest krótkie: jak obiecaliśmy, tak zrobiliśmy. Mieliśmy przebić jedynkę i przebiliśmy*. Trójka powoli się szykuje i, co tu dużo gadać, będzie się działo.

* – Ale wiecie, bez Ducha Świętego, to moglibyśmy sobie co najwyżej igłą balon przebić. Także tego, chwała Panu!