Dobrze. Sparzyłem się właśnie kawiarką. Chciałem przygotować sobie przyjemne warunki do pisania – wiecie, niedziela po obiedzie, kawa, parę kostek białej czekolady.

 

Nie wierzę w fatum jako jakąś moc sprawczą, która przycina ludziom różne części ciała ciężkimi drzwiami, spuszcza paliwo z baku czy nasyła na nas obślinionego buldoga. Nie sądzę również, żeby diabeł osobiście zetknął przed chwilą mój środkowy palec z rozgrzaną, do prawie stu stopni, ścianką kawiarki. Nie widzę w tym jakiegoś większego powodu, tudzież sensu. Ale jedno stwierdzę – zawsze coś.

Rozważamy z Alim zmianę naszego sztandarowego hasła 12k ze znajdź dobro na zawsze coś. I nie chodzi tu o pokorne i wdzięczne: Nie jest to wiele, ale zawsze coś, dziękuję. Tylko o: Kurde no, zawsze coś. Jak nie zgubiony mikrofon, to niedziałająca konsola. Jak nie ma problemu z umówieniem całego składu na nagrywki, to okazuje się, że kurier nie dostarczył na czas nowego sprzętu do studia i trzeba wszystko przekładać. Brzmi jakbym był lekko sfrustrowany? Spoko, nie jestem. Skoro przygody pokroju kawiarki nie ruszają mnie, to może przynajmniej jakieś grubsze akcje? Jak na przykład skonfiskowanie komputera z naszym materiałem ze studia przez CBŚ w związku z zatrzymaniem trzech Holendrów arabskiego pochodzenia, podczas próby nielegalnego zakupu broni w Gdyni. Czy uznam to za atak złego z powodu naszych dobrych działań? No… nie. Jeśli już, to trzeba jasno stwierdzić, że my jesteśmy stroną atakującą, a tamten, co najwyżej, nieudolnie się broni.

To co właściwie o tym myślę? A no myślę, że to po prostu – że tak się wyrażę – żyćko. Nasz projekt rośnie (i to nieźle, zobacz co było półtora roku temu), band dynamicznie się rozwija, zaczyna robić się poważnie. I na ile obserwuję, co się dzieje u innych – im poważniej się robi, tym więcej problemów się pojawia. Spiny międzyludzkie, kryzysy motywacyjne, wybuchy sprzętu, ataki terrorystyczne – to się je na śniadanie, obiad i kolację.

 

<dygresjanatemat>

Chodzi mi po głowie, żeby kiedyś zacząć dokumentować w internecie wszystkie słabe dni naszych działań. Wyobraź sobie taki feed na insta:

“Siema wszystkim, jest 11:34. Miałem wstać o 7:30 i przygotować się na próbę bandu. Zaczyna się o 12, więc nawet nie zdążę się umyć. (selfie z jednym okiem na wpół otwartym i tłustymi włosami odsłaniającymi lekkie zakola)
#dupazbita #szkodagadać #niechcęjużgraćwtymskładzie #nieogarniam #gdzietodobro“

“Klient odrzucił trzeci projekt strony, więc wygląda na to, że nie będę miał przez najbliższy miesiąc kasy. Chyba że mama znów podeśle mi parę stówek. Jak sama nie będzie miała, to czynsz zapłacę z pln-ów odłożonych na pierścionek <3 (foto ekranu z projektem strony salonu psich fryzur Pudiś, widać w odbiciu niewyraźną sylwetkę w przymałym t-shirt’cie)
#hatemyjob #nomoneynofunny #kiedyzacznęnatymzarabiać #zaręczynyitakodwołane #polishboy #single“

Jak by tak każdy z ekipy coś wrzucił, to mielibyśmy cały tydzień wypełniony.

</dygresjanatemat>

 

W razie gdybyś odniósł wrażenie, że ignoruję trochę przestrzeń nadprzyrodzoną w tych wszystkich akcjach wiedz, że tak nie jest. Dzieje się poza nami i to ostro. Zazwyczaj nie dowiadujemy się jak bardzo. Tylko po prostu gramy w zwycięskiej drużynie z coachem, który już rozpracował taktykę przeciwników; napastnikiem, który wie, że strzeli decydującego gola; bramkarzem, który ma pewność, że żadnego kiksa nie puści i co najważniejsze – z sędzią, który zna już wynik meczu. C’est la vie! Pozostaje wstawić szampana do lodówki i z największą przyjemnością pobiegać trochę za piłką. Innymi słowy – robimy swoje i na tym się koncentrujemy. Tak proste, że aż oczywiste.

Miało być o nowym singlu. W sumie myślę, że jest. A jeśli chodzi o resztę, to uwaga, uwaga, błyskotliwy popis retoryczny… – wszystko jasne. Pracujemy dalej nad materiałem. Uważam, że będzie ogień. Robimy co możemy, żebyście nie musieli za długo czekać na kolejne kawałki i w końcu na cały album. Uwierzcie – sami nie możemy się doczekać.

 

 

Nie wiesz o co chodzi? Hallelujah. Odpal:

 

  • ooo, świetny wpis, dzięki! akcja „jestem lame” żeby sobie przypomnieć Kto Tu Rządzi:) cudne!

    • Michał Ludwik

      Dzięki dzięki!

  • marczelita

    Jak to dobrze wiedzieć, że nie tylko ja mam słabe dni 😉 Przez to, że ludzie zwykle opisują wyłącznie swoje sukcesy, zapominam o tym, że za tymi sukcesami kryje się też często morze porażek. Dobrze byłoby widzieć całą prawdę w każdym przypadku 😉 Dzięki za to przypomnienie!

    • Michał Ludwik

      Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że za sukcesami kryje się nie często, ale zawsze morze porażek 🙂 Chociaż może są jakieś jednostki bezporażkowe. Jeśli tak – chętnie ich poznam. Pzdr!