Efekty wizualne, oprawa muzyczna, rozwiązania techniczne, lokalizacja – krótko mówiąc forma. To wszystko może się podobać, lub nie. Możemy mieć różne odczucia. Ale zadajmy sobie odrobinę trudu i spójrzmy na to wszystko szerzej.

 

To, co w pierwszej kolejności, każe mi patrzeć szeroko, bierze się z tego, że w tym roku, mogłem śledzić i przebywać z ludźmi, którzy zaangażowani są w organizację. Mam w związku z tym kilka przemyśleń. Zacznę może od drobnostki. Ktokolwiek spierałby się ze mną, że Exodus trwał trzy i pół dnia – MYLI SIĘ. Możecie podsyłać screeny eventu w komentarzach z zakreśloną na czerwono (za pomocą Painta) datą 26-29.01. A ja wciąż podtrzymuję swoje zdanie – MYLICIE SIĘ. Z moich obserwacji wynika, że Exodus 2017 zaczął się o wiele wcześniej.

Analiza wielu wielkich projektów sprowadza się do wizji albo jej braku. Jakość i skala Exodusu wypływa z potężnej wizji, która zrodziła się wiele lat temu. Z kolei to, że stała się rzeczywistością, jest efektem tego, że całe mnóstwo ludzi postanowiło poddać swoją pasję, czas i po prostu część życia pod konkretną wizję. Podziwiam ich. Imponują mi ludzie, którzy mają odwagę marzyć wielkimi marzeniami. Jeśli takich spotkałeś, to wiesz, że ich droga to nie tylko światła jupiterów i błysk fleszy. Umówmy się – to jest na samym końcu albo wcale tego nie ma. A dążenie do realizacji marzeń, to na pewno dzień po dniu zmagania się z rzeczywistością i dokonywania niemożliwego od ręki. Wszystko ze względu na cel.

Jeśli skupimy się tylko na samych dniach konferencji i zaczniemy oceniać różne jej aspekty w kategoriach podobało się lub nie możemy naprawdę wiele stracić. Sam mam pewne porównanie z zeszłorocznymi edycjami. Widać które rzeczy poszły niesamowicie do przodu, a w których jest jeszcze przestrzeń do rozwoju. Zresztą z tego co wiem, po konferencji rozgorzało parę burzliwych dyskusji na Fejsbuku. Ale te wszystkie drobne spostrzeżenia chowają się w cieniu ogólnego przesłania.

Hasło tegorocznego Exodusu brzmiało „Jedność w różnorodności”. Można było tego doświadczyć. To był niezwykły czas wspaniałych sesji, wspólnego uwielbienia i genialnych rozmów. Jasne! Ale patrząc szerzej, organizatorzy powiedzieli już naprawdę wszystko w temacie zanim nastąpiło oficjalne otwarcie. Zorganizować chrześcijańską imprezę na ponad 4500 uczestników, z wyposażeniem z najwyższej półki, jakością przewyższającą większość eventów w Polsce, opierając to wszystko o zaangażowanie wolontariuszy. Trudno o lepszy wyraz jedności w różnorodności.

Dlatego Exodus Conf wiąże się również z pewnym przykrym odczuciem. Z roku na rok przybywa uczestników. Ergo Arena powoli się zapełnia. Przykro mi więc, ze względu na ludzi, którzy zaklasyfikowali imprezę jako kościelną i mocno postanowili nie mieć z nią nic wspólnego. Nie trzeba dużej próby statystycznej, żeby stwierdzić, że słowo kościół wywołuje w społeczeństwie negatywne skojarzenia. W mentalności większości Polaków funkcjonuje jako skostniała, zdeprawowana instytucja i przykry obowiązek. U nielicznych może kojarzy się z lokalnymi społecznościami wierzących, które są podejrzanie radosne i pełne życia, ale za to mało liczne i bez większego wpływu. Dlatego mi przykro. Bardzo przykro. Wystarczyłoby dosłownie pięć minut na Exodusie, żeby zburzyć ten obraz.

Oceniając formę i przyjęte przez organizatorów Exodus Conf rozwiązania, łatwo możemy zgubić szerszy kontekst. Równie dobrze możemy dyskutować, czy to dobrze, że zbawienie świata dokonało się na krzyżu. Czy Jezus nie mógł zginąć ratując świat przed olbrzymią asteroidą? I dlaczego był Żydem? Przecież Żydzi są tacy, tacy i tacy. I czemu w ogóle to Polacy nie są Narodem Wybranym? Dlaczego Bóg wybrał taką a nie inną formę, żeby zrealizować swój plan? Szukając odpowiedzi na takie pytania, wchodzimy w kompetencje Stwórcy i rozdrabniamy się na drobne, niczym osiedlowi maruderzy. Jedyne słuszne pytanie brzmi – CO STOI ZA TYM? Co oznacza krzyż? Co Jezus pokazał swoim życiem? Idąc tym tropem – co stoi za Exodus Conf? Ej, spójrzmy na to szerzej!

 

  • Olek Włodkowski

    ????????