Dopiero dochodzę do tego jak bardzo. Czasami wydawało mi się, że poradziłem sobie z czymś sam, a teraz widzę, że mogłem sobie poradzić tylko dlatego, że dużo wcześniej dałeś mi wszystko, czego będę w tej sytuacji potrzebował. Czy potrzeba znaczy brak? Nie, bo potrzebuję tlenu w każdej sekundzie, ale mam go pod dostatkiem. Tylko żeby wiedzieć, że potrzebuję. Nie zapomnieć.

 

Kim trzeba być, żeby mimo tego, że od swojego jednego słowa zależy istnienie każdego człowieka, nie wykorzystać tego ani razu przeciw chociaż jednemu z nich? Nigdy nie wypomnieć. Dać odejść, czekać aż wróci. Przebaczyć w chwilę i dać tyle szans ile trwa życie. Nie oczekiwać nic w zamian, tylko prawdy i obecności, a nawet to i tak dla naszego dobra.

Ty mnie nie potrzebujesz, a zabiegasz o mnie tak nieskończenie bardziej, niż ja o Ciebie. Kiedy tylko na chwilę, w jakimś dziwnym akcie buntu postanawiam Cię zignorować, to dzieją się naprawdę złe rzeczy. Czemu nigdy nie zdarza mi się w ramach kaprysu wstrzymać oddechu nawet na minutę – kiedy to tylko tlen – a potrafiłem na godzinę wypierać Ciebie? Znaczy się próbowałem, na szczęście nic mnie nie odłączy. Ciekawe, że kiedy ktoś nawet Ci powie jasno, że nie chce Cię w swoim życiu, to odsuwasz się, żeby dać temu komuś przestrzeń – jego dziwne wyobrażenie wolności, ale nie znikasz z jego życia, bo gdybyś to zrobił, to on by zniknął. Totalnie.

Kiedy do mnie mówisz, to ożywam. Kiedy na Ciebie patrzę, uspokajam się. Kiedy o Tobie myślę, wracam na właściwe miejsce. Jak ktokolwiek mógł wpaść na ten głupi pomysł, że da się żyć bez Ciebie?

 


 

To było trudne nagranie. Coś krzyczało w mojej głowie, że źle się przygotowałem, że nie powinienem stać w tym miejscu tego dnia. Że zapowiada się pierwsza słaba sesja.
Teraz myślę sobie, że w pewien sposób spełniało się po prostu to, o czym śpiewaliśmy. Potrzebuję Cię.

 

Jeszcze jedno. Josh, dzięki. Jesteś niesamowitym liderem uwielbienia. Uwielbienia zaczynającego się na długo przed wyjściem na scenę i trwającego dalej po wyłączeniu mikrofonu w studiu.