Follow my blog with Bloglovin

 

Teksty z reguły mają to do siebie, że są jakieś. Dobre lub złe. Chwytliwe lub nijakie. Klikalne albo mdłe. Głębokie, tudzież płytkie. Trudne i łatwe.

 

Na przełomie roku w każdym z nas rodzi się potrzeba klasyfikacji rzeczywistości. Potrzeba podsumowań, zestawień, rankingów, list, minusów, plusów, za, przeciw, to zrobiłem, tego nie zrobiłem. My jesteśmy jednymi z was (u ła, ale się zrobiło stoczniowo) – dlatego mamy tak samo jak wy. Miasto nasze, a w nim:

1.

Tekst, który powoduje bezpośrednio po napisaniu uczucie: Tak, to jest to! To zażre, to zachłepce, aż miło. Cieszy, że kumacie sarkastyczny ton, cieszy też, że nikt się nie obraża, bo nie o żadne wytykanie chodzi, tylko o uśmiech z serii: nooo, też tak kiedyś miałem. Wiecie, ile razy uskuteczniałam punkt numer 1.? Z pięć. Dziesiąt.

 

2.

Ten tekst powstał po pamiętnych wydarzeniach w warzywniaku. Było lato. Stoję po kukurydzę w kolbach, gdy nagle do warzywniczego wpada starszy pan z główką kapusty w dłoniach.

– Proszę pani – przepycha się do kasy – muszę kapustę wymienić, bo żonie o inną chodziło, widzi pani – nie przerywa słowotoku – ona ma już kilka główek tej kapusty, nie może mieszać, mówiła, że inną, a ja taką wziąłem…
– Paragon jest? – rzeczowym tonem pyta ekspedientka.
– Nnnie, nie wziąłem…

W tym momencie wpada ona. Żona. Tłumaczy ekspedientce raz-dwa, o co pięć. W sumie mówi to samo, co i mąż, ale ekspedientka nagle rozumie w lot, poza tym ten ton, miły i stanowczy jednocześnie, przecież oczywiście, że tej kapusty nie weźmie, wszystko staje się jasne, światłość zstępuje na nie obie i paragon jest niepotrzebny, kapusta zostaje wymieniona, a mąż podsumowany krótko, acz ciepło:

– Ach, ten mój Stasio, wie pani…

Pani ekspedientka najwyraźniej wiedziała, bo tylko pokiwała ze zrozumieniem głową. Sytuacja sama w sobie całkiem, rzekłabym, kochana, ale uruchomiła w mojej głowie przeróżne trybiki. I tak oto napisała się Żona. Tekst, który wzbudził największe emocje w historii 12k.

 

3.

Ten artykuł to kolejna odsłona poradnika o kiepskim lajfstajlu. Wszyscy miewamy gorsze (kiepściejsze) dni. Ewidentnie styl się przyjął.

 

4.

Tutaj musiałam zwrócić się o pomoc w bekstejdżowych przypowieściach do Alka. Opowiedział tak: ten tekst to po prostu zapis własnych doświadczeń i tego, co widzę dookoła. To chyba tak jest, że jak piszesz o tym, co przeżywasz i o tym, co widzisz w otaczającej cię codzienności, to stajesz się wiarygodny. I na tym chyba polega prowadzenie bloga – żeby być wiarygodnym w tym, co się robi. Skoro więc wśród tych pięciu najbardziej poczytnych tekstów w 2015 roku jest również ten wpis, a nie należy on do tych z gatunku najłatwiejszych, to znaczy, że po prostu nam (ekipie 12k), jak i wam (odbiorcom tego, co robimy) zależy na wiarygodności, a nie tanich fajerwerkach. Amen!

 

5.

(I tu też Alek). Mówiłem o tym w naszym Q&A i daję tego wyraz również w powyższym tekście: inspiracji do tego, co robimy, i pól, na których działamy – nie da się łatwo skategoryzować. Człowiek, życie i cały ten świat nie składają się z szufladek, które otwieramy w zależności od sytuacji. Jeśli kochasz, to kochasz w domu, w pracy, w pubie i w kościele. Jeśli wierzysz, to wierzysz na ulicy, podczas rodzinnego obiadu, na konferencji i na modlitwie. Nie jest inaczej z poczuciem estetyki, rozumieniem piękna i dawaniem świadectwa. Jeśli chcemy być ludźmi, którzy inspirują, to nie możemy zakładać masek i próbować grać samych siebie. Tutaj chodzi o nasz własny lifestyle. To on ma inspirować. Częścią sposobu życia jest nasz wygląd, to, jak się ubieramy. Nie kupuję poglądu, że ubiór nie ma znaczenia. Ma znaczenie, bo rzadko będziemy świadectwem dla kogokolwiek, jeśli nasze pierwsze wrażenie odpycha, nie budzi zaufania, nie zachęca do nawiązania kontaktu. Dlatego mam głębokie przekonanie, że warto dbać o to, jak wyglądamy. Wystrzegać się próżności i przywiązania do rzeczy materialnych, ale nigdy nie trzymać się z daleka od estetyki. To nie jest kwestia pieniędzy. Często piękno i estetyka wiąże się z człowiekiem, a nie z pieniędzmi. I tak zdarza mi się wejść do mieszkania skromnych studentów i od przekroczenia progu mieć pewność, że będę się dobrze czuł, a innym razem przebywać w towarzystwie bogatych ludzi i wiedzieć, że to wszystko pic na wodę fotomontaż, a nie piękno.


Dziękujemy wam za ten rok. Mamy nadzieję, że na naszej nowej stronie czujecie się swobodnie – rozgośćcie się! Żadne komentarze ni polubienia się nie przeniosły, więc jeszcze trochę tu pusto. Jeśli gdzieś mignie wam wasz ulubiony, samotny teraz tekst albo ukochane nagranie, samiutke jak palec – nie krępujcie się, by rozładować tę smutną atmosferę. Mamy niżej prosty układ, to like or not to like, to share or not to share. Decyzja is wasza.