Chcemy być postrzegani jako osoby wolne, niczym nieskrępowane. Chcemy, żeby nasze życie było naznaczone wolnością i żeby nikt nigdy nie zabronił nam być po prostu nami samymi.

 

Dzisiaj każdy chce być wolny i każdy ma do tego prawo, ale wolność to nie bezwzględna wartość, postrzegana przez każdego z nas tak samo. Z tego powodu często, kiedy ktoś wkracza do naszej subiektywnej strefy wolności, podnosimy larum i ogłaszamy zamach na fundamentalne prawa jednostki.

Wolność ma wartość – i to tak dużą, że kiedy bardzo chcemy o nią walczyć, nawet nie zauważamy, gdy ją tracimy. Wzbraniamy się przed stawianiem nas w sytuacji, która (zgodnie z utartym przez nas schematem myślenia) nie będzie dla nas komfortowa. Nie podoba nam się, że władza w naszym kraju/ województwie/mieście jest w rękach tych, którzy według nas na nią nie zasługują i nie sprawują jej odpowiednio. Naszą wolność chcemy wykrzyczeć muzyką, której słuchamy, ubiorem i postawami które przyjmujemy, demonstracjami, które organizujemy, w końcu – postami, które publikujemy. Często ta walka to nie walka o wolność, a wolności utrata. Jeśli problemem są dla mnie zwolennicy jakiejś religii, dana władza czy określone sytuacje, to czy mam w sobie wewnętrzną wolność? Może mój negatywny stosunek nie jest bronieniem swojej wolności, a leczeniem zranień, wyładowywaniem złości, egoizmem, pokazywaniem mojego ja czy też znanym wszem i wobec bólem dupy.

Przecież prawdziwie wolnemu człowiekowi nie da się odebrać wolności przez postawienie go w jakiejś niekomfortowej sytuacji. Czy przy władzy będzie lewica, czy skrajna prawica, dla człowieka wolnego będzie to indyferentne. Taki człowiek będzie przecież wolny nawet w komunistycznych Chinach. Znacie pewnie historie chrześcijan, którzy mimo surowych represji ze strony tego państwa spotykają się w domach na modlitwie. Człowiek wolny nie traci jej przez to, że ktoś inny chce żyć odmiennie od niego. Nie zyskuje jej również przez próbę odebrania jej drugiemu.

Bo wolność nie jest sytuacją, gdy u władzy są ludzie, których akurat my uznajemy za wiarygodnych. Nie ma też wolności, gdy wszystkim musimy oznajmiać, że jesteśmy wolni. Wolnością nie jest też stan, gdy wszyscy wierzą w to, co my wierzymy. Czym więc jest wolność?

Jakby to powiedzieć najprostszym językiem… Wolność jest wtedy, kiedy człowiek potrafi odpuścić. Największego wrażenia nie robią na mnie ci ludzie, którzy mają swoje ugruntowane stanowisko na ten czy inny temat, w dodatku wyrażone w taki sposób, że ciężko im zaprzeczyć. Albo ci, którzy są niekonwencjonalni w swoim ubiorze, zachowaniu czy muzyce, której słuchają. Wrażenie robią na mnie ci, którzy przyjmują tych o odmiennych poglądach, to znaczy tych, którzy powinni ich tak bardzo wkurzać. Wolność to akceptacja poglądów drugiego człowieka przy jednoczesnym zachowaniu własnych. Podziwiam tych, którzy potrafią przyjąć spokojnie, że świat decyduje inaczej niż oni lub że ktoś z ich otoczenia chce robić, wierzyć, żyć odmiennie, a jednocześnie pozostają przy swoim zdaniu. Piękni są ludzie, dla których każda sytuacja jest szansą, bo wiedzą, że nie okoliczności będą decydować o tym, czy ta sytuacja będzie dobra lub zła, ale oni sami i ich postawa.

Człowiek manifestujący wolność to człowiek skierowany na siebie i narzucający swoje ja innym. Człowiek wewnętrznie wolny to człowiek znający swoje ja i mający świadomość własnej wartości, a przez to – szanujący innych oraz ich poglądy. Taki człowiek wie, że każda sytuacja może być najlepszą, jeśli on się o to postara i pociągnie do tego tych, z którymi się w niej znalazł. Wie również, że jego wolności nie da mu się zabrać przez złe ustawodawstwo, kradzież czy zniewolenie. Nawet śmierć nie jest w stanie odebrać mu tej wolności. Chciałoby się nawet powiedzieć, że wolność jest transcendentna, choć jej owoce są bardzo realne.

Wiecie wy i wiem to ja, że często daleko nam do bycia wewnętrznie wolnymi. Lubimy kogoś ustawiać, lubimy odrzucać to, co dla nas jest konwenansem, lubimy poudawać. Nieobce są nam maski, nieobca jest nam pupa, znana z twórczości Gombrowicza.

Podchodzić do spraw z większą nadzieją, a mniejszą dawką krytycyzmu. Dawać szansę rzeczom, które są inne i nie tracić w tym siebie. Szanować odmienne poglądy i sposoby mierzenia się z wyścigiem, jakim jest życie. Biec swoim torem i czerpać to, co dobre od innych, którzy biegną w tym samym biegu. Tym, którzy niczego wartościowego przekazać nam nie mogą lub nie chcą – pozwolić biec swoim torem. W końcu ostatecznie i tak biegniemy do wspólnej mety. Tam będzie sprawiedliwość, której przecież wszyscy w chwilach słabości głośno żądamy. Czasem tak rozpaczliwie, że za możliwość wymierzenia jej samodzielnie godzimy się płacić cenę naszej wewnętrznej wolności.

Pozwólmy sobie odpuścić. Nie musimy nikomu udowadniać swoich racji – pewnie i tak go nie przekonamy. Pokój i luz, bo jak napisał kiedyś Andrzej Tucholski: Inni ludzie to tacy “ja”, tylko że inni.