Ogłaszam konkurs na najbardziej trywialny tekst. Taki nic nie wnoszący do rozmowy, a nawet duszący ją w zarodku. Z (jak to mówią) własnej autopsji wyłaniam czarnego konia. Panie i Panowie, przed wami…

 

NO I CO TAM POWIESZ?

…do stu tysięcy nieumytych kubków po kawie, no ale co ja tam właściwie powiem?

 

Opcja 1. Na yntelygenta

Jest jasne, że jeśli odpowiem zgodnie z tym, co mi się akurat nasuwa na myśl, czyli: W sumie nic, wyjdzie, że nie mam nic do powiedzenia. A przecież mam, mam bardzo wiele, w końcu nieustannie toczę intelektualne dysputy z samą sobą. Co rano podczas szczotkowania zębów, podczas nakładania tuszu do rzęs i ścierania go patyczkiem kosmetycznym z powiek, ba! przecież ja nawet kiedy śpię, to czuwam i rozmyślam. Wiadomo: makdonaldyzacja społeczeństwa, Bank Światowy, kto otwiera ruchome drzwi w Tesco i czy naprawdę jest to Darek, i takie tam. Zastaw się, a postaw się!

No to zasuwam: czytałam ostatnio Szczerka, wiesz, o Ukrainie pisał. Ale nie, nie o tej teraz, nie o Majdanie, tylko tej sprzed paru lat. I wychodzi, słuchaj, na to, że my – Polacy – że my tam do nich jeździmy, żeby poczuć się lepiej. Że ani do Niemiec nie pojedziesz, bo zazdrość chwyta, ani do królowej nie polecisz, bo lepiej mają, a tutaj, proszę bardzo, można podreperować morale. Można jakiegoś, kurczę, katharsis doznać, jakiegoś Schadenfreude, że ta Ukraina to taka Polska – tylko że kilka wiosen wstecz. Jedziesz tam, patrzysz, i mówisz: o matko, jak tak można żyć. I rzeczywiście, stary, ja sama padłam ofiarą – i to w swoim własnym domu, na swojej kanapie z Ikei! Z ciekawości rozbudzonej przez książkę odpalam sobie Szerokie tory, patrzę, a tam co się dzieje… Wieś wieśniacka że nie wiem, w domach patologia… I nagle myślę sobie – no proszę, Szeligoska! Schadenfreude jak się patrzy! Wstyd! Dlaczego wstyd? Bo co z tego, że u nas meble z Ikei i kawę w Starbucksie można wypić. (A i tak narzekasz, że droga).

Eee… A jak tam sobota, był jakiś Sopot?

 

Opcja 2. Na adwertajzera

Pytanie: No i co tam powiesz? jest tak otwarte, że otwartszego (przeszam, już się poprawiam: otwartsiejszego) już się zadać nie da. Nawet: Co tam? jest bardziej zawężone, bo w domyśle chodzi o: Co tam u ciebie?, czyli nie do końca można powiedzieć, co ślina na język przyniesie. Zawsze jest pora na lody Koral, a jak się pora odmieni, to na 12 kamieni. Czemu nie? No to jadę z koksem: że taki projekt robimy, że potrzebujemy wsparcia (ale oczywiście nie mówię, że hajs, no co wy), że powoli wychodzimy na swoje. Że fejsbuk, że ogarniam, całkiem fajnie to wszystko wychodzi, uczymy się na błędach, weryfikujemy działania, jest wesoło. Że strona, jak coś to wpadaj, wuwuwudwanaście(jeden-dwa)kamienipeel, tam trochę piszę, i takich kumpli mam, z którymi zachodzi cała akcja, wiesz, i band jest, i w ogóle, taka ekipa, no, proszę ciebie, ogólnie mega!

Eee… A jak tam sobota, był jakiś Sopot?

 

Opcja 3. Na piłeczkę

Klasyk. Klasyk przez wielkie KLA. KLASYK majuskułą. K.L.A.S.Y.K.

Zawsze tam, gdzie brakuje słów. Zawsze tam, gdzie brakuje odwagi do czynów. Zawsze tam, gdzie nie chce się gadać. Zamknijcie oczy (ale metaforycznie, bo przecież musicie jakoś czytać). Wyobraźcie sobie rakietę do tenisa ziemnego w moich dłoniach. Zobaczcie ten spektakularny wymach (widzicie to slow motion?) i ten moment, kiedy w idealnym dopasowaniu, niczym dłonie Barneya Stinsona i Teda Mosbiego z Jak poznałem waszą matkę przybijające high five, piłeczka styka się z nylonem rakiety, a z mych ust wypływają słowa: A ty?

Aaa… w sobotę Sopocik był grany, ale był epicki melanż!

 

A wy?

 


Czym jest SZOT? SZOT jest krótki pod każdym względem: jedna sylaba, jeden wydech, jedno podejście do baru, jeden łyk, jeden strzał, prosto, celnie, w punkt. Jaki jest SZOT, każdy widzi: to tekst krótszy, lżejszy, taki na brak czasu albo ochoty na wielkie rozkminy. Nie dopytujcie, dlaczego wybrałam akurat tę (skądinąd mi bliską) nazwę.

UCZYŃ OBCZAJKĘ INNYCH SZOTÓW