Wszyscy chcieli dobrze. Oczywiście, że wszyscy chcieli dobrze. Ale nie wyszło.

 

1. sędzia

Zwierzasz się z akcji, która nigdy nie powinna mieć miejsca w niczyim życiu, a już na pewno nie w twoim. A już na pewno nie z twojej inicjatywy. I bardzo dobrze o tym wiesz. Ale stało się. Generalnie występują takie zjawiska jak: załamka, dół, nigdy już nie wyjdziesz z domu, chyba że w okularach przeciwsłonecznych do sklepu nocnego po jeszcze jedną butelkę wina, a w sumie będziesz zamawiać z Tesco przez internet Carlo Rossi skrzynkami. Tak, to jest twój plan na kolejne 5 lat. I ostatnie, czego ci teraz potrzeba, to:

– Jak mogłaś? Stara, kto robi takie rzeczy? Nie oceniam, ale… czy ty jesteś normalna?

Aha.

 

2. coach

Było ich wielu, jest ich wielu i wielu ich będzie. Ludzi, którym wydaje się, że są twoim osobistym trenerem, mentorem, nauczycielem, życiowym przewodnikiem, wyrocznią, kaznodzieją oraz mentalnym ojcem i mentalną matką. Chcesz się zwierzyć. Opowiadasz im, w jaki sposób do czegoś w swojej głowie doszedłeś. Albo że jeszcze nie wiesz o co chodzi, bo ciągle ryjesz w sobie ten temat. Mówisz o tym, że ostatnio pokłóciłeś się ze swego życia miłością. O tym, jak w wieku 5 lat posikałeś się w majtki, bo nie zdążyłeś w porę sie zorientować, że moment, w którym trzeba opuścić piaskownicę i ewakuować się do domu, to JUŻ.

O czymkolwiek byś nie mówił, za każdym razem dostajesz pakiet cennych rad. Możliwe, że serio cennych – bez żadnego przekąsu. Tylko co z tego, skoro wcale o to nie prosiłeś? Dostajesz jednak szczegółowe wyjaśnienie swojego stanu. Dostajesz instrukcję, co masz zrobić albo – nieco bardziej zawoalowany sposób – co ta osoba zrobiłaby na twoim miejscu. Dostajesz receptę na kłótnię w twoim związku. Może nawet i słuszną, tylko że tobie wcale nie o to chodziło w tej rozmowie. Nie przyszedłeś na wykład ani prelekcję. Potrzebowałeś przyjaciela. Potrzebowałeś po prostu się wygadać.

 

Tak mi się kiedyś przytrafiło, że uczestniczyłam w warsztatach z empatii. Brzmi dziwnie, szczerze powiedziawszy kojarzy mi się z czymś w stylu warsztatów z odczuwania, ale przysięgam, że nie zmyślam. Jedna rzecz tam usłyszana utkwiła mi w głowie niczym strzała wypuszczona z indiańskiego łuku i tkwi tam do dziś: nie dawaj rad, jeśli nie jesteś o to proszony. Genialne? Być może. Trafione? Niczem ta głowa. Z tegoż łuku.

 


Czym jest SZOT? SZOT jest krótki pod każdym względem: jedna sylaba, jeden wydech, jedno podejście do baru, jeden łyk, jeden strzał, prosto, celnie, w punkt. Jaki jest SZOT, każdy widzi: to tekst krótszy, lżejszy, taki na brak czasu albo ochoty na wielkie rozkminy. Nie dopytujcie, dlaczego wybrałam akurat tę (skądinąd mi bliską) nazwę.

UCZYŃ OBCZAJKĘ INNYCH SZOTÓW

  • Oh jak ja nie znoszę coachów – nie tylko domorosłych, ale i tych zawodowych… Przyjaciel daje świadectwo, a nie rzuca książkowymi przykładami i mądrościami w tonie Alfy i Omegi.

  • Piotr

    dobry pasterz zna swoje owce, a one jego. jego głosu słuchają i za nim idą. on życie swoje kładzie za owce. i nikt nie wyrwie ich z ręki jego. mój przyjaciel i mentor.

  • Pingback: | SZOT #11()