Właśnie trwa piąta edycja projektu SHARE WEEK, którego pomysłodawcą jest Andrzej Tucholski. Polega to ni mniej ni więcej na tym, że autorzy polecają autorów, a świat blogosfery staje się coraz bliższy zarówno twórcom jak i odbiorcom. Ekipa 12 kamieni (to znaczy ja i Mońka) również postanowiła wziąć udział w tym przesympatycznym przedsięwzięciu.

 

Nasze wybory to po prostu miejsca, do których lubimy wracać. Strony, na których zawsze znajdujemy coś wartościowego i nie filtry z Instagrama tę wartość wyznaczają (choć nie ma w nich nic złego!). Część z naszych propozycji to przestrzeń dla wielu nieodkryta, część natomiast wchodzi właśnie na salony polskiej blogosfery. Niemniej jedne i drugie robią robotę i każdy znajdzie tutaj swoją perełkę. Tak więc z przyjemnością dokładamy cegiełkę do szerzenia dobrych treści. Inspirujcie się razem z nami!

 

Blue Kangaroo – blog studencki

Ten blog ma w sobie coś czego wielu innym brak – KONKRET. Większość wpisów, a może nawet wszystkie, zawiera jasne porady wskazówki i inspiracje, co sprawia, że Blue Kangaroo nie jest kolejną galerią ładnych obrazków i bezwartościowych treści. Mimo że posty krążą głównie wokół życia studenckiego (bo w końcu o tym jest ten blog), to każdy nieprzeciętny zjadacz internetów znajdzie w nich coś dla siebie. Widać, że Ania (autorka bloga) nie chce dać się zamknąć w tematyce studenckiej i wychodzi poza granice akademików, dlatego w jej wpisach przewijają się tematy kulinarne, podróżnicze i z cyklu rozwój osobisty. To wszystko bardzo szczere, proste i nienastawione na statystyki. Cud, miód, malina.

 

Let’s Design Your Life

Blog na wskroś chrześcijański, a jednocześnie przemawiający do odbiorcy współczesnym językiem. Nie ma w nim sztampy. Jest natomiast chrześcijańska codzienność zamiast grubej teologii. Wielu ludzi zanim dochodzi do pytań o trzecie niebo i tysiącletnie królestwo, rozkminia jak to jest z dziaraniem się przez chrześcijan lub zadają sobie pytania o to czy Bóg może do nich mówić przez sen. Irmina odpowiada na takie i jeszcze bardziej zakręcone pytania, a że jest absolwentką ASP możecie mieć pewność, że na jej blogu stylu nie brakuje. To się poleca!

 

praKreacja.pl

Ten blog ma za sobą bardzo duży sukces. Wojciech Wawrzak zdobył tytuł Bloga Roku 2015 – ogólnie i w swojej kategorii (blogi specjalistyczne). To ogromny sukces, ponieważ jest to najbardziej prestiżowa nagroda w polskiej blogosferze. Sukces bloga praKreacja.pl to jeszcze jeden dowód na to, że nie zawsze ilość lajków i zasięgi mają decydujące znaczenie.

Na blogu znajdziecie porady prawnicze związane z branżą kreatywną i e-commerce. Co to znaczy? Znaczy to tyle, że jeśli jesteś kreatywny i twoja kreatywność pochłania ciebie całego tak, że nie masz głowy do tych wszystkich przepisów i regulacji, to nie musisz już ogarniać swojego biznesu na szaro. W sieci jest wiele blogów prawniczych, między innymi dlatego, że jest to najlepszy sposób na przyciągnięcie klientów, jednak jest  coś co wyróżnia praKreację. Co to takiego? Autor ma naturę blogera. Pracował dla magazynów muzycznych, sam prowadził redakcję portalu poświęconego rozwojowi osobistemu, a przez jakiś czas miał swojego osobistego bloga. Ponadto jest entuzjastą muzyki, zwierzem koncertowym, fanem samodzielnych podróży po Europie i joggingu. Jaki ma to wpływ na wyjątkowość jego bloga? Wie, że nikt nie chce czytać nudnych wpisów, pełnych cytatów z kodeksu cywilnego i orzeczeń Sądu Najwyższego. Artykuły dotyczą tylko tego z czym współcześni twórcy mierzą się na co dzień. Wojciech Wawrzak odpowiada na pytania, które na co dzień zadają sobie twórcy z branży kreatywnej i nie popisuje się rozwikływaniem zawiłych kazusów ot tak, dla sportu. Język jest prosty, a jednocześnie nie można zarzucić braków merytorycznych. Krótko rzecz ujmując jest to skarb dla ludzi, którzy nie mają głowy do prawa.

 


 

Halo baza, tu Mońka. Miały być blogi trzy, ale są dwa, bo obecnie dwa regularnie czytuję i z serca dwa mogę polecić. Tak więc bez szukania na siłę, bo nic na siłę przecież – poznajcie moich ulubieńców:

 

Stay Fly

Ziomek, z którym mam wspólnotę siatki pojęciowej oraz podobny pociąg do grafomańskich porównań. Odniesienia do tekstów kultury – w moim przypadku strzał w dychę, jest kumacja. W dodatku wie, jak posługiwać się polskim językiem i zręcznie z niego korzystać. Uprawia tego rodzaju pisanie, które i ja sobie umiłowałam; określam je jako uniesamowicanie tego, co samowite (cytat z Ziemowita Szczerka, żeby nie było). Trzeba przyznać, że gość jest po prostu (lub po trudnu) dobrym obserwatorem.

 

Zwierz popkulturalny

Podziwiam w Kasi Czajce połączenie bezkompromisowej krytyki z miłym dla odbiorcy przekazem. Tak. Człowiek po prostu czuje się na jej blogu MIŁO. Czuje się czytelnikiem chcianym, czytelnikiem, do którego puszcza się oko, który jest po tej samej stronie barykady, co bloger. Sprawa wbrew pozorom ważna, bo zupełnie nietrudno jest czytelnikowi wytknąć wady i mu pocisnąć, żeby się ogarnął (co niektórzy odbiorcy lubią, swoją drogą, ale nie wszyscy i nie zawsze przecież).
Pisanie w trzeciej osobie, wybiórcze korzystanie z zasad gramatyki (z przyczyn od Zwierza niezależnych, rzecz jasna), zdjęcia świnek morskich, a jednocześnie ogrom wiedzy o kinematografii – tak, to naprawdę wciąga.

 

Jak to zgrabnie (jak zawsze) ujął Andrzej Stasiuk: Wolę spotykać myśl drugiego człowieka w jego dziele niż osobiście, że się tak wyrażę. Znam więcej książek niż ludzi i jest mi z tym dobrze. Poznawanie ludzi przez blogi też jest spoko. Czytajcie polskie blogi.