Dear Justin!

 

Musisz dostawać bardzo dużo listów i pewnie nie wszystkie udaje Ci się przeczytać, ale mam tego świadomość i liczę się z tym. Po prostu wiem, że muszę to napisać. Może nawet bardziej chodzi tu o mnie niż o Ciebie.

 

Usłyszałem o Tobie kiedy miałem piętnaście lat, niespecjalnie zdając sobie wtedy sprawę, że jesteśmy prawie rówieśnikami. Moi starsi koledzy śmiali się z Ciebie, a że wychowywałem się głównie ze starszymi, to śmiałem się razem z nimi. Wiesz, właściwie to absolutnie nie znałem wtedy Twojej muzyki. Ani jednego numeru. Ale nie przeszkadzało mi to w tym, żeby jej bardzo nie lubić. Za Tobą właściwie też nie przepadałem. Nie nazwałbym tego jakąś nienawiścią, ale to jest ten rodzaj nielubienia, kiedy twoi kumple kogoś nie lubią, rozumiesz.

Przez następnych siedem lat nic się nie zmieniło. Bieber znaczyło dla mnie: pedalska grzywka; Usher z nim coś raz zaśpiewał; spodnie spuszczone tak nisko, że chodzi jak kaczka; skandale. O, na przykład ten, kiedy na imprezie na Ibizie Orlando Bloom dał Ci w ryj. Tak sobie myślę, że chyba nawet było mi Ciebie trochę żal – coś na zasadzie: Showbiznes wciągnął dzieciaka nosem, biedny. Internety huczały na Twój temat, wystarczyło tylko wpisać w Google “ju” i mogłem czytać o Tobie przez kilka godzin.

Ale nigdy tego nie zrobiłem. Kaczka, która dostała gonga od Orlando Blooma, w zupełności mi wystarczyła.

Kocham Hillsong. Hillsong Church. Hillsong Worship, Hillsong United, Hillsong Young & Free, Hillsong New York… Niesamowicie mnie poruszają – robią potężną robotę w świecie. I widzisz, któregoś dnia w mojej ekipie (facebook.com/12kamieni, polajkuj jak możesz!) ktoś nagle rzucił temat: “Ej, a wiecie, że Justin Bieber się nawrócił?”. Szczerze Ci powiem, nagle zacząłem Cię bardzo lubić (niezbyt to ewangeliczne, wiem – ale postanowiłem być z Tobą totalnie szczery). W naszym środowisku bardzo lubimy słuchać Twojego kumpla Carla Lentza. Śledzimy trochę jego Insta i tak dalej. Stąd dowiedzieliśmy się o tych zmianach u Ciebie. Jak się czułeś na konferencji Hillsonga? Jak to się w ogóle zaczęło? Tak po prostu natknąłeś się na Judah? Mamy tutaj taką teorię, że Ryan Good miał w tym duży udział, widziałem jak się wspólnie modliliście przed jednym z koncertów na Believe Tour.

Believe. Już wtedy coś przeczuwałeś?

Pewnie domyślasz się co było jedną z pierwszych rzeczy, które zrobiłem kiedy się o tym wszystkim dowiedziałem. Tak. YouTube. Search. Ju.. 

W O W . Justin, to było niesamowite, naprawdę. Włączyłem pierwszy numer, chyba Mark My Words i siadłem. Już siedziałem, ale siadłem jeszcze bardziej. Najpierw zdziwienie, że właściwie przez cały numer nic się nie dzieje. Ale kiedy tylko się skończyło, od razu kliknąłem replay. Potem znów. I znów. W tym kawałku jest coś nieogarnialnego. Bardzo chcę nagrać cover Mark My Words. Nie masz nic przeciwko? 

Potem po kolei zacząłem odkrywać całą płytę. Przez kilka dni nic innego nie leciało na moim spotifaju. Do tego te taneczne klipy – jakiś kosmos. W ogóle chciałbym, żebyś o czymś wiedział. Kiedyś prowadziłem bardzo aktywny tryb życia, trenowałem przez kilka lat karate, w międzyczasie startowałem w zawodach lekkoatletycznych, przez rok tańczyłem balet i jazz. Ale od kilku lat właściwie nic już ze sobą nie robię. Dzięki Boże, że musiałem oddać jakiś czas temu samochód, to przynajmniej więcej chodzę. Dlaczego o tym piszę? Kiedy zobaczyłem teledysk do I’ll Show You, coś się we mnie poruszyło – coś co było bardzo głęboko. Dotarło do mnie jak bardzo kocham tańczyć. Każdy ruch chłopaków z teledysku sprawiał, że moje barki i kolana też się ruszały. Zacząłem tańczyć na przystankach, na korytarzu w bloku, w tramwaju. Zrozumiałem, że muszę wrócić do tańca, po prostu. Podpytałem znajomych tancerzy jaki to właściwie jest gatunek tańca i wyszukałem w internecie odpowiednie zajęcia. Kilka dni temu pierwszy raz poszedłem do szkoły tańca – czułem jak bym zaczął odzyskiwać coś niezwykle cennego. Dziękuję. Justin, naprawdę dziękuję. I nie tylko za to.

Dziękuję, bo uważam, że robisz coś wielkiego. Nie wiem jak wygląda Twoje życie poza kamerami, poza obiektywem, poza fanpejdżem i instagramem. Nie wiem na ile Justin Bieber którego znam, jest showbiznesowym produktem latami konsekwentnie tworzonym przez sztab specjalistów. Nie wiem. Ale widzę miliony ludzi, których Twoje życie porusza. Chcą Cię oglądać, słuchać, naśladować, a Ty najwyraźniej masz im wszystkim coś do powiedzenia. Szczególnie teraz, kiedy – jak sam mówisz – znalazłeś cel.

Dawaj bro, dołączam się do słuchających.

 

Twój nowy fan,
Michał

 

PS Pisałem to na moim prywatnym profilu na fejsie, a teraz zrobię to jeszcze raz. Przepraszam, że się z Ciebie śmiałem.

Ale człowieku, jak można tak nosić spodnie. W ogóle tak się da?

 

foto via Billboard Magazine