Każdy przechodzi przez okres młodzieńczego buntu. To jest ten czas kiedy nosiłeś glany z czerwonymi sznurówkami, jednocześnie słuchając na discmanie Ich troje. Będąc w skrajnie odmiennym środowisku mógł to być dla ciebie okres, kiedy jako nastolatek nosiłeś tak szerokie spodnie i wielkie koszulki, że były na ciebie dobre jeszcze w klasie maturalnej. Ja mam za sobą obie opcje.

 

W porządku, wszyscy wyrośliśmy z tej dziecinady. Mówmy o sprawach poważnych. Czasem bardzo zależy nam, by być na ustach wszystkich. Chcemy być w centrum uwagi. Jeśli ludzie o nas nie mówią, łapiemy doła. Komu kiedykolwiek się to nie zdarzyło, palec do budki… O, nikt się nie zgłosił. Wasze urządzenia prawdopodobnie nie mają opcji przenikania przez wyświetlacz, lecz mimo to wynik wydaje się miarodajny. Jesteśmy małymi egoistami. Każdy niedowartościowany i poraniony. Nie żebym bagatelizował tę sprawę, ale kochani – nawet w sprawie naszych poranień uważamy, że właśnie te nasze są największe i najcięższe, a wszyscy dookoła mają lżej. True story.

 

BUNT x UWAGA x OWOCE

Wracając do młodzieńczego buntu. Moje przechodzenie tego okresu nie należało do tych najgorszych. Nie ćpałem, nie biłem się zbyt dużo, nie kiblowałem w żadnej klasie. Ot, zwykły nastolatek. Niemniej mogę jasno stwierdzić, że wiem jaki był jeden z najgorszych owoców czasu robienia wielu rzeczy przykuwających uwagę i w ogóle całego tego okresu pseudoniezależności. Zacząłem bardzo dużo myśleć o tym co ludzie powiedzą. Często szukałem potwierdzenia tego, co robię w odbiorze otoczenia. Było spoko kiedy lajki się sypały, gorzej jak z czymś się nie trafiło w gusta znajomych. Często popełniałem błąd który, zdaje się, popełnia wiele osób – myślałem o tym, co powie setka kolegów, a spychałem na drugie miejsce zdanie tych naprawdę mi bliskich, na których mogłem polegać.

 

SOCIALS x JÓZEF x PRZEKONANIE

Media społecznościowe bardzo dobrze wykorzystują to pragnienie potwierdzania siebie. Lajki budują, słabe zasięgi dołują. Choć nie jest to żadna nowość, bo przecież poszukiwanie akceptacji w grupie, to motyw stary jak historia Józefa, co go bracia sprzedali. Nasza ekipa trochę siedzi w temacie, bo tego wymaga robienie roboty w projekcie 12 kamieni, ale mówię szczerze, że cały ten świat facebookowo-marketingowo-statystykowo-mega-superowo nie jest taki świetny. Robienie rzeczy dla lajków i fejmu szybko może się przejeść i zrobić z ciebie człowieka patrzącego na słupki, które pokazują jak dobre jest to co robisz, oraz dogłębnie przejmującego się tym co powiedzą absolutnie wszyscy. Serio. Może właśnie dlatego dzisiaj, kiedy jestem już parę dobrych lat po okresie młodzieńczego buntu, dużo bardziej fascynują mnie blogi i profile ludzi, którzy nie mają pojęcia o tych wszystkich magicznych sztuczkach w mediach społecznościowych, a po prostu robią to, co kochają i robią to z przekonaniem. Nie sprawdzają o której godzinie post najlepiej się przyjmie, tylko dzielą się tym czym żyją niezależnie od godziny, a wszyscy i tak czerpią od nich inspiracje garściami. Przekonanie to jest mega dobry stuff.

 

ZGORSZENIE x SERCE x NOWE

Gorszy nas myśl o tych zwierzach społecznościowych, co to nie odrywają wzroku od smartfona i tableta. Myślę, że to dobrze. To tylko potwierdza, że jesteśmy tymi małymi egoistami, którzy tylko sobie dają prawo do popularności jako leku na wszystko. A więc TAK – bądźmy zgorszeni. Niech nasze umysły gorszą się. Maciek Grzenia kiedyś przytoczył mi słowa ziomka o nazwisku Hirtler (nie mylcie z tym co podobnie się zwał), w których mówił, że cieszy się, gdy jego umysł się gorszy, bo wówczas jego serce ma szansę się objawić. To jest myśl, co?

Ale hej, co to znaczy, że wtedy serce może się objawić? To znaczy, że zaczynasz działać według ducha, nie według ciała. Chwała ludzka nie jest już twoją siłą napędową, a cenisz to co trwałe i wartościowe. Działasz z przekonaniem, to jest z pewnością i wiarą. Czym byłyby nasze zasady bez przekonania? Zaledwie chęciami. Czym byłaby nasza moralność? Zwykłą teorią niczym ewolucja. I ostatecznie czym bez przekonania byłaby nasza tożsamość? Po prostu złudzeniem.

Dlatego żyjmy z przekonaniem, tak by objawiły się nasze serca. Wówczas zmienia się perspektywa, a przecież to o nią w dużej mierze chodzi. O perspektywę nowego. Bo stare przemija, a nowe nadchodzi.