Wiecie, umarłbym se już.

No, ale wiadomo – roboty masa, a robotników mało. Czeka mnie tu jeszcze jakieś kilkadziesiąt lat na pełnej petardzie, tak sądzę. Sesje 12k, teksty, koncerty, projekty, więcej projektów, żona, dzieci, więcej dzieci, dzieci dzieci…

Ogólnie rzecz biorąc, budowanie królestwa. I w razie ewentualnych wątpliwości – jaram się tą perspektywą, wszystkie te lata będą wspaniałe. Ale umarłbym se…

 

 

Spotkanie z najbardziej ukochaną osobą – z którą przez kilkadziesiąt lat miało się tak mocno ograniczony kontakt, nawet nie przez Skype – to byłby luksus. I wreszcie – normalna rozmowa, twarzą w twarz. Wtulić się, odetchnąć w końcu tym wdechem, który się wdychało przez cały okres rozłąki. Zobaczyć jak się uśmiecha. I usłyszeć.

Gdzieś już chyba o tym wspominałem. Ale wspomnę jeszcze raz. W jednej książce (boli mnie potężnie, że nie pamiętam w której) czytałem kiedyś wzmiankę o gospodarzu pewnego tv show i jego osobliwym zwyczaju. Otóż ten prowadzący każdemu swojemu gościowi zadawał na koniec zawsze to samo pytanie: Gdyby Bóg istniał, jakimi słowami chciałby Pan/Pani być przez niego przywitany po swojej śmierci?

Jestem z ciebie dumny. To bym chciał usłyszeć. I o ile na Jego miłość nikt nie jest w stanie jakkolwiek zasłużyć, to bycie powodem dumy, to już nasza indywidualna sprawa. Ktoś może powiedzieć, że niczego nie robimy swoją siłą, więc też nie powinniśmy się chlubić niczym, co osiągnęliśmy. No i generalnie to całkiem znany ktoś już to nawet kiedyś powiedział. Ale ja bardzo będę chciał z nim któregoś dnia o tym porozmawiać. Może w międzyczasie ktoś inny mi to wyjaśni.

Bo kiedy nie zniszczę kogoś inteligentnym beefem w odpowiedzi na jego głupią prowokację, to dlatego, że podjąłem taką decyzję. Kiedy jednak wracam się do śmierdzącego żula, po tym jak już go minąłem na ulicy, to dlatego, że w głowie stoczyłem walkę ze zniechęceniem, kilkunastoma argumentami tłumaczącymi, że on wcale nie ma tak źle i ostatecznie podjąłem decyzję, że zawracam. Tych decyzji jest około milion.
Ok, żyję tylko dzięki łasce. Może się okazać, że każde, nawet najsłabsze, mignięcie dobrej myśli w mojej głowie nie pochodzi ode mnie. Ale decyzje podejmuję ja.

 

I mam nadzieję, że z tych decyzji będziesz dumny, tata.

 

Proszę Pana, proszę Pani. Gdyby Bóg istniał, jakimi słowami chciałby Pan/Pani być przez niego przywitany po swojej śmierci?

 

 

 

Nie mogę zapewnić, że Rut śpiewa o tym samym, co ja właśnie napisałem. W jakimś stopniu na pewno. Najlepiej – sprawdźcie sami.