W trakcie #Euro16 polscy piłkarze dają kapitalny popis swoich umiejętności. Wygrana z Irlandią Północą, bardzo wyrównana walka z Niemcami i ten fantastyczny mecz ze Szwajcarią! Aż miło popatrzeć – to mało powiedziane. I choć bramkę Błaszczykowskiego w starciu z Ukrainą oglądam na streamingu ze strony TVP Sport, to nie przeszkadza mi pół minutowe opóźnienie, problemy z połączeniem czy kiepska jakość streamingu. To, co za chwilę zobaczę, zrekopmensuje wszelkie niedogodności. Zupełnie jak w życiu.

 

Nie jestem jakąś specjalną fanką piłki nożnej, ale cieszy mnie ogromnie, kiedy nasi dają ładny pokaz swoich umiejętności na boisku. Czuję się wtedy taka dumna z naszego narodu i mam jeszcze większą ochotę podkreślać, że jestem z Polski. To nic, że w rządzie chaos, wiadomości zakrawają o polityczną propagandę, a na ulicach wciąż ktoś strajkuje. W takich chwilach nie ma to wpływu na moje bijące, patriotyczne serce. Po dobrym meczu mogłabym śpiewać razem z Eldo i Błaszczykowskim, który jest jego fanem, Nie pytaj o Nią.

 

Fot. glamrap.pl

 

Oglądam jednak mecz i łapię się na tym, że moje myśli co jakiś czas odbiegają nieco od sedna gry. Bo tam, na boisku, to przecież my. Każdy z nas goni w życiu za jakąś piłką i próbuje osiągnąć coś więcej, strzelić kilka bramek. Towarzyszy nam kilkoro kumpli, którzy biegną razem z nami i pomagają nam w zdobyciu celu. Niestety jest też sporo osób, które próbują udaremnić nasz zamiar i faulują nawet wtedy, gdy jesteśmy daleko od bramki. Z różnych stron mogą też dochodzić do nas albo wiwaty, albo buczenie – w zależności od tego, na które dźwięki nastawimy nasze uszy.

Okoliczności zewnętrzne to coś, na co nie mamy wpływu. Również czas każdego zawodnika traktuje tak samo. Ale tylko od nas zależy wybór strategii i stylu, według których po tym boisku będziemy się poruszać. Możemy do samego końca wytrwale przebierać nogami i maksymalnie zwiększyć swoje szanse na bramkę. Możemy nie poddać się i mimo uporczywych fauli wytrwale biec do przodu. Ale możemy też przy pierwszej lepszej okazji wycofać się i być raczej obserwatorami niż uczestnikami meczu.

No dobra, ale dajmy na to, że naprawdę się starasz się i ze wszystkich sił biegniesz do bramki, a mimo to na boisku bez przerwy leje, Zeus ciska piorunami, wszyscy kibice już dawno uciekli i nawet przeciwnicy zaczynają się wykruszać. Co wtedy? W tak beznadziejnej sytuacji potrzebna jest właśnie… nadzieja. Tak. Nadzieja na to, że choć okoliczności są wysoce niesprzyjające i wydają się nie do przejścia, to miną szybciej niż myślimy i z perspektywy czasu staną się tylko chwilowymi zakłóceniami na wizji, niechcianą przerwą w zaskakującym i nieprzewidywalnym filmie naszego życia. Nadzieja, że jest Ktoś większy, kto czuwa nad przebiegiem całego meczu i ma wszystko pod kontrolą. A w końcu też na to, że to, co wydarzy się za chwilę – zdobyta w końcu bramka – zrekompensuje wszelkie niedogodności.

 

*Fot. kubablaszczykowski.pl