Gdyby ktoś zapytał mnie, dlaczego oglądam Friendsów, pierwszy na myśl przyszedłby mi Chandler. Człowiek – beka, nie potrafiący odpowiedzieć na pytanie bez cienia ironii, a jednocześnie tak słodki, gdy (dość nieudolnie) poszukuje miłości. Ale z drugiej strony, czy naprawdę poświęciłabym jakieś 80 godzin swojego życia (kilkukrotnie), żeby pośmiać się z typa, wykreowanego przez parę osób, siedzących w pokoju i wymyślających teksty, z których widzowie powinni się śmiać?

 

Otóż, kiedyś, bez chwili zastanowienia – tak. Kiedyś, kiedy moim ulubionym zajęciem było marnowanie czasu i kiedy nie zwracałam uwagi na to, co czytam i oglądam. Teraz natomiast – gdy staram się umiejętnie dysponować czasem i treściami tego, co wpuszczam do swojego mózgu, uważam, że Friendsi są jednym z tych seriali, które cokolwiek wnoszą do życia. Znajduję w nich dobro. I (bardzo krótko) chcę się tym dobrem z  wami podzielić.

Twoje powołanie cię dopadnie

Kojarzycie moment, kiedy Rachel zaczyna być kelnerką, bo właśnie uciekła sprzed ołtarza i nie ma kasy na życie? Tak, była w tym kiepska i tak, w końcu rzuciła tę robotę, po czym na wysłała milion cv do różnych firm, żeby ją przyjęli.

– OK, Rachel, to co lubisz robić?

– Zakupy.

– OK, Rachel, a co umiesz robić?

– Zakupy.

Powiedziałbyś, że nie ma dla niej pracy, lalunia nie potrafi w życiu nic, poza korzystaniem z kart kredytowych tatusia. Ale nie – nie poddała się, szukała, aż w końcu dostała pracę w Bloomingdale’s. Umiejętność dla jednych bezużyteczna (i wręcz kontrowersyjne, gdy nazywa się ją umiejętnością), dla niej stała się furtką do znalezienia pracy i to pracy, w której będzie szczęśliwa! Pacz no, a mówią że się nie da.

Ogarniesz małe rzeczy, dostaniesz większe

Dostała pracę w Bloomingdale’s, i co dalej? Dalej – była wytrwała, ciężko pracowała, co kosztowało ją wiele (między innymi Rossa, chlip) i dostała awans. Jeden, później drugi, później pracę w Ralph Lauren.

Miała tak mało na początku – prawie nic, bo suknię ślubną i pocięte karty kredytowe. Powoli, po prostu starała się być najlepsza tam, gdzie była, nawet jeśli czasem zdarzało jej się pomylić cappuccino z mrożoną herbatą. Była wierna. Droga do sukcesu jak się patrzy, aż się prosi o biblijne nawiązanie. Kojarzycie przypowieść o talentach?

„Wspaniale, dobry i wierny sługo! Okazałeś się wierny w paru sprawach, teraz postawię cię nad wieloma” Mt 25:21

Skoro nawet doktor paleontologii mógł zwątpić w ewolucję…

Dobra, zostawmy na chwilę Rachel. Czas na Phoebe. W większości przypadków mam z niej bekę, ale za dwie rzeczy z chęcią podałabym jej prawicę. Za to, że zamiast mówić, że czegoś nie umie, po prostu wstaje i to robi. Chociażby jazda na rowerze albo to, że przez 10 sezonów w co drugim odcinku ma gitarę w ręku i dobrze wiemy jak jej używa. I wcale mi to nie przeszkadza, bo wszystko to robi całym sercem!

Druga sprawa – szacun za akcję, w której Ross próbuje jej wytłumaczyć ewolucję, a ona z miłością, bez stresu przedstawia swoją – inną niż Rossa – opinię na ten temat. Te trzy sceny przedstawiają bardzo, bardzo powszechne zderzenie dwóch postaw: „wyznaję-sprzedaję”, czyli za wszelką cenę chcę, żebyś myślał, wierzył i żył tak jak ja vs „praktykuję-szanuję” – z chęcią ci opowiem i będzie super, jak się ze mną zgodzisz, ale nie muszę ci niczego udowadniać. Phoebe jest w tym wszystkim autentyczna i jakkolwiek ta autentyczność jest dziwna i chwilami naprawdę oderwana, to ja to kupuję.

Ale z jej obrazów beka. I to gruba.

Wyluzuj

Serial serialem, ja tu o tym, żeby brać z nich przykład, bo to dobrze robi na życie, ale możesz mi powiedzieć: En, mordo, przecież to wszystko jest wyreżyserowane…

No fakt, oni mogli sobie w serialu robić wszystko. Rzucać pracę, ewentualnie chłopaka, zakochiwać się w sobie nawzajem i coś z tym robić albo nic z tym nie robić, podejmować beznadziejne decyzje (np. gdy Ross hajtnął się z Emily) i mogli sobie robić to wszystko i być spokojni, bo to serial, a wiadomo, że na końcu i tak wszyscy będą szczęśliwi i wszystko się skończy wspaniale, żeby widzowie byli zadowoleni.

No fakt, ale hej! Ty też możesz robić to wszystko i być spokojnym. Po prostu wyluzuj i uwierz w swojego Scenarzystę!

„A wiemy, że kochającym Boga, to jest tym, którzy są powołani zgodnie z Jego planem, wszystko służy ku dobremu” Rz 8:28

W sumie, to fajnie mieć przyjaciół

Fajnie dać zaufanym ludziom przestrzeń, by mówili do twojego życia, by byli przy Tobie, gdy robisz naprawdę głupie rzeczy i by zostali przy Tobie, gdy robisz naprawdę cudowne rzeczy. Trochę polecam.

Bo w końcu jaki jest jedyny statek, który nigdy nie tonie…? -PRZYJAŹŃ!*

 

* O nie, to chyba tylko po angielsku dobrze brzmiało…
/ What kind of ship can never sink? –FriendSHIP! /

 

//zdjęcie: Warner Bros
  • Kalina Anna Rita Konieczny

    hahahha friendSHIP <3 KOCHAM

  • Kurcze, zupełnie nie rozumiałem o czym piszesz przez jakieś 6/7 postu :),
    ale koniec wyjaśnił wszystko (lub prawie wszystko).

    PS. A seriali nie oglądam 😉