Kocham życie. Ooo, jak bardzo. Tylko coś mi w nim, kurczę, nie pasuje…

 

Możesz się pod tym podpisać? Najlepiej pod obydwoma stwierdzeniami, ale w sumie na potrzeby tego tekstu wystarczy to drugie. Chociaż wtedy dobrze byłoby ustawić się na piwo i pogadać, ziom.
Ok, pytań ciąg dalszy. Miałeś/miałaś kiedyś myśl, że fajnie byłoby korzystać ze wszystkiego i nic za to nie płacić? Sounds like a rebel, ale coś nam się kojarzy, nie? A znasz to uczucie dążenia do bliskości, takiej naprawdę mocnej bliskości, którego trochę jakby nie idzie zaspokoić? Marzysz czasem, żeby ktoś wyłączył czas i dał nadrobić ostatnich kilka lat? Albo przynajmniej dwa tygodnie sesji. I czy przeszło ci kiedykolwiek przez myśl (właśnie się odkrywam) jak by to było fajnie usiąść z ziomkami i wypić bardzo dużo wina, mieć – delikatnie mówiąc – duży ubaw, absolutnie nie musząc się martwić kacem czy pracą na 8 następnego dnia?

Jeśli nie, to chciałbym cię serdecznie pozdrowić w imieniu Ziemian i prosić, żebyś nie unicestwiał naszej cywilizacji w razie, gdybyś miał taki zamiar. Peace man. A ja tymczasem będę dalej pisał do tych, którzy w jakiś sposób mogą identyfikować się z powyższymi odczuciami.

Więc. (hehehehehe) Przez długi czas myślałem, że te pragnienia wynikają z ogólnoludzkiej łapczywości, pożądliwości i lenistwa. Ale któregoś dnia dotarło do mnie, że ich początek znajduje się dużo wyżej, niż łapczywość. Dużo dalej niż pożądliwość. I ogólnie, jest to dużo lepsza miejscówka, niż lenistwo*. Uważam, że ich początek znajduje się w… Ogrodzie.

Let’s go back to the gardens, where we all belong
Let’s find the peace that we all are searching for

Uświadomiłem sobie, że tęsknię po prostu za domem, w którym w jakiś sposób już byłem, ale musiałem się stamtąd na kilkadziesiąt lat wynieść; w którym nie kazali mi za nic płacić, praca była czystą przyjemnością i nikt nie musiał mnie do niej namawiać, żyłem bez przerwy w takiej bliskości, której bardzo życzę każdemu przyszłemu małżeństwu, sobie zresztą również i mogłem uczestniczyć w tak epickich imprezach, że przy nich studenci z amerykańskich filmów swoje uznaliby za spotkanie opłatkowe z podstawówki.

 

No dobrze. Jeśli okaże się, że moje spostrzeżenia są trafione, to co możesz teraz zrobić? Ano na pewno nie próbować całkowicie realizować tęsknot nie z tego świata w tym świecie – to nie zadziała (ale to temat na oddzielny tekst. Albo i całego bloga). Natomiast polecam: pracowitość, powściągliwość, wielki blaszany budzik, plan tygodnia, abstynencja…
Dobra, dobra – z tym ostatnim to żart. Wystarczy umiar.
A jeśli będzie już ciężko (a będzie), to po prostu pamiętaj, że to, co tutaj przeżywasz nie jest twoim ostatecznym przeznaczeniem.
Proste, skuteczne, sprawdzone.

 

To co? Do zobaczenia w Ogrodzie.

 

*Nie zrozum mnie źle. Kocham umiar, pracowitość itd. Chodzi mi tylko o coś, co znajduje się u źródła tych pozornie wyłącznie cielesnych chęci. Zaraz wytłumaczę.

 

 

Posłowie:

Powyższy tekst jest jedynie zapisem moich osobistych przemyśleń zainspirowanych tematem piosenki Gardens Maya and The Hummingbirds. Jeśli chcecie wiedzieć, co autorka miała na myśli, polecam pogadać osobiście.

Dzięki Szymon – kawał dobrej roboty. Samodzielne zorganizowanie całej sesji od początku do końca, szczególnie kiedy tuż przed nagraniami odpada pół ekipy to konkret wyzwanie.
Dzięki Mati i wszyscy, którzy dołożyliście się do realizacji tej sesji!
Dziękuję Maya, dziękuję Kolibry! Dotrzecie bardzo daleko, jestem przekonany. Przepiękni z was ludzie.
Dziękuję Tato. Jesteś najwspanialszym szefem na świecie i każde zadanie, które nam powierzasz jest niesamowite.

 

 

 

No i tak, #zabijkomara . Podczas nagrań było ich naprawdę dużo. Wierzę, że w Ogrodach mają lepsze zajęcie, niż zjadanie ludzi.