Nowa seryjka wkracza do akcji, w związku z czym uroczyście postanawiam inspiracji szukać, dobro w świecie znajdować i dobrem się tym dzielić, niczym świeżo zerwanymi truskawkami. Chciałam pójść w maliny, ale truskawki są bardziej przyjazne światu. Lato idzie, zaraz sezon na owoce, wszyscy marzą o truskawkach o smaku truskawek.

Do rzeczy.

 

Chciałabym przedstawić i powitać jedno z najbardziej oklepanych haseł świata:

Bądź sobą.

Witam. Natknęłam się ostatnio na wzruszające wideo Eda Sheerana, w którym opowiada jakim był bardzo dziwnym dzieckiem i mówi, żeby być sobą – on był i dobrze na tym wyszedł. Ok, biorę to.

Słownik z Cambridge określa “bycie sobą” jako:

zachowywanie się w typowy dla siebie sposób, zamiast w sposób, który twoim zdaniem może podobać się innym.

Grubo, a zarazem jak prosto. W samo serduszko. Wystarczy wiedzieć kim się jest i uwolnić głowę od robienia sobie niepotrzebnych incepcji, czyli po prostu nie myśleć, co pomyśli ktoś, gdy ja pomyślę, żeby zrobić coś, bo jeśli to zrobię, to wtedy on pomyśli, że ja myślę coś innego niż tak naprawdę myślę, a jeśli tego nie zrobię, to ktoś pomyśli, że ja pomyślałam, że ktoś mógłby coś pomyśleć, więc dlatego tego nie zrobiłam. Och!

Na podstawie tego powyższego kursywą napisanego i obserwacji w życiu swoim i innych, uznaję, że żeby być sobą trzeba:

  1. Poznać siebie
  2. Pokochać siebie
  3. Mieć jaja

To ostatnie tak w przenośni.

Ogólnie, wydaje się to skomplikowane, ale to łatwiejszy sposób na życie – nie starać się być kimś, kim nie jesteś, bo już jesteś kimś – wystarczy za tym pójść. Przecież to jakaś połowa roboty! I wtedy nie musisz nic udawać, nie musisz się zastanawiać, co zrobić żeby się podobać innym, żeby być lubianym, żeby w każdym momencie powiedzieć właściwą rzecz, w odpowiedni sposób zareagować i w odpowiedni sposób się zachować (nie mówię tu o savoir-vivre, trochę do tego dojdziemy). Jest też jednak trochę trudniejsza kwestia – żeby się tego bycia sobą trzymać i naprawdę wyczyścić głowę z Co ludzie powiedzą?. Ja mam na to sposób taki, że moi przyjaciele jakoś ze mną wytrzymują i nawet mnie kochają. Dlaczego? Bo mają źródło z pierwszej ręki na temat tego kim jestem. Jeśli ktoś mnie poznał i mnie nie lubi, to mam nadzieję, że nie skrzywdziłam tej osoby. A jeśli to tylko kwestia charakteru czy różnicy w poglądach, to przecież nigdy nie będzie tak, że będą wszystkim pasować, no halo! 7 miliardów ludzi… A jeśli ktoś mnie nie zna i mnie nie lubi, i nie podoba mu się moje życie, no to nawet nie chcę zaczynać o tym pisać, bo to jest tak nielogiczne, że miałam tego nie zaczynać, a skoro zaczęłam, to przynajmniej nie będę kontynuować. To pewnie właśnie tacy ludzie mają polajkowane na facebooku “Nienawidzę majmy” (bez urazy). I nie ma co się bać, że zostaniesz sam. Swój swojego znajdzie.

Abstrahując trochę od naukowych przemyśleń i moich własnych powyższych, moim innym prywatnym zdaniem uważam, że na bycie sobą mają wpływ dwie rzeczy:

  • Po pierwsze – tak, wiadomo – predyspozycje, wychowanie, naturalne cechy osobowościowe, introwertyzm, ekstrawertyzm, ekstrawertyczny introwertyzm i takie tam. Każdy ma to wszystko, swoje własne i to nas wyróżnia, i to jest też to, na czym większość ludzi się skupia jeśli chodzi o bycie sobą (i nie mówię, że to źle). Grunt, żeby być świadomym tego, kim się jest (zachęcam).
  • Po drugie – myślę, że w byciu sobą dużą rolę odgrywają podejmowane decyzje (świadome lub mniej, ale decyzje). Już wyjaśniam, co mam w głowie. Myślę, że można być sobą w każdej sytuacji – czy to na obronie magisterki czy na wieczorze panieńskim (albo kawalerskim, żeby nie było, że piszę tylko do dziewczyn). Możesz być sobą gdy bekniesz przy swojej dziewczynie i tak samo być sobą wypacykowany na rosyjskim balecie w Operze Narodowej. Rzecz nie jest w tym, że masz zawsze, w każdej sytuacji, dokładnie tak samo się zachowywać i skoro w domu jesz kurczaka rękami, to i w restauracji tak musisz. No nie. To decyzja, że w danym momencie postanawiasz, że po prostu chcesz się tak zachowywać. A kwestia jest tylko tego, na jakiej podstawie określasz, że coś jest słuszne.

Jeśli mogę się wypowiedzieć, a mogę (hehe), to o takie rzeczy polecam pytać Tego, który ten świat stworzył i ogarnia go bardziej niż ja, Ty, i wszyscy razem wzięci.

Tak łącząc to wszystko do kupy, to myślę, że Ed wie, co mówi – trzeba być sobą i nikt w tym nie będzie lepszy niż ty sam. Trzeba tylko pamiętać, że to się nie stanie z dnia na dzień i jak postanowisz sobie o 22:30, że od jutra jesteś sobą, to bam! Rano wstajesz i jesteś. O ile w jakiejś sporej mierze (nie wiem w jakiej, bo nie znalazłam danych od amerykańskich naukowców) nie masz wpływu na to kim jesteś w taki naturalny sposób, to na swoje decyzje masz stuprocentowy. A jako że uważam, że miłość to przede wszystkim decyzja, możesz ją podjąć i pokochać siebie takiego, jakim jesteś. A jak tylko zrobisz to ty sam i zaakceptujesz to, kim jesteś, to naprawdę myśli innych na twój temat nie będą już aż tak ważne. I w naturalny sposób będziesz mógł być sobą, a i w naturalny sposób znajdą się ludzie, którzy ci na to pozwolą, i którym ty też będziesz mógł na to pozwolić.

To tyle. Bądźmy sobą, szanujmy to i szanujmy się, c’nie?