30 minut

Siedzę w Starbucksie popijając czarną kawę, a w słuchawkach gra mi Sigrid – nastrajam się, żeby nikt mi nie zabił vajbu. Na stoliku, kolanach i w rękach pozakreślane notatki – co ważniejsze, to w kółeczku. Nad resztą treści nie ma się co pochylać, za późno.

20 minut

Wstaję z fotela, poprawiam sukienkę – co nie dopowiem, to dowyglądam, a że wyglądam, to będzie dobrze. Pytania odnośnie konkretnej wiedzy na temat pracy opanowane, jeszcze zostały do powtórzenia te odnośnie umiejętności miękkich. Zalety? Oko do szczegółów, szybkie podejmowanie decyzji (o ile nie chodzi o smak lodów), no i wiadomo – szybko się uczę. Wady? Szybko zapominam (ale przynajmniej szybko się uczę). Sytuacje konfliktowe? O panie, pięć osób w jednym mieszkaniu to jeden wielki konflikt. Codziennie rano rozgrywa się bitwa pod Łazienką, a wszyscy wciąż chcą razem mieszkać. Język angielski? They don’t know that we know they know we know – bez zająknięcia! Największe osiągnięcie? Poszłam raz na stretching, a okazało się, że jest kickboxing i przetrwałam.

10 minut

Zadowolona, czekam w lobby, wciąż z odpalonym spotifajem. Lianne La Havas zaczyna śpiewać: Six years old, staring at my nose in the mirror… Nie stresuję się za bardzo, przecież to tylko praca. Jak nie ta, to inna, ale z drugiej strony z jakiegoś powodu złożyłam CV akurat tutaj i akurat tutaj chciałam pracować. No dobra, będzie dobrze. (…) Thinking where am I gonna be if I’m ever twenty-three? (...) I nagle przypomina mi się jedno jedyne pytanie, na które odpowiedzi nie przygotowałam. To jest jedno z tych pytań, którego mój mózg nie ogarnia i czy po 5 sekundach, czy po 3 dniach zastanawiania się nie wie co i czy w ogóle powinien mieć na nie odpowiedź. Czy rok temu wiedziałam, że zostanę wegetarianką? Albo czy 3 lata temu wiedziałam, że konserwacja zabytków to jednak nie jest kierunek dla mnie? Tydzień temu nawet nie wiedziałam, że lepiej nie farbować włosów…

Gdzie się widzisz za 5 lat?

No u was w firmie oczywiście. Stawiam obecnie na stabilność – finansową, rodzinną (na razie nie planuję dzieci). Zdecydowanie chcę się związać z państwa firmą na dłużej, zwłaszcza po zapoznaniu się z atrakcyjną ścieżką kariery.

Co za ściema. Nawet jeśli są ludzie, którzy mają dokładnie sprecyzowane plany na życie, to nie wierzę, że dokładnie wiedzą, że o tej porze, w jakimś 2023 roku, też będą. Ba, czy chociażby wciąż będą chcieli być w tym miejscu. Przecież ludzie od HR’u muszą wiedzieć, że to ściema, więc o co chodzi?

Gdzie się widzisz za 5 lat?

No wiecie, bo takie yolo trochę ze mnie. Teraz tu, jutro tam. Nie robię za wielu planów, bo to nigdy nie wiadomo. Podróżować bym trochę chciał, ale mi zależy na tej pracy, więc wiecie.

Spoko, masz 14 dni corocznego urlopu, możesz podróżować.

Gdzie się widzisz za 5 lat?

– No mam nadzieję być już na drugim macierzyńskim…

– Mhm, doceniamy szczerość, dziękujemy.

Gdzie się widzisz za 5 lat?

Cały czas uważałam, że to pytanie jest totalnie bez sensu. Po co je zadawać, gdy liczy się na jakiś konkretny schemat odpowiedzi… Normalnie przy small talku nikt nie zadaje ci przecież takiego pytania. Pytają o plany na obiad w weekend, na wakacje, ewentualnie jakieś śluby za rok. Ale pięć? Czemu akurat pięć? A może z drugiej strony to jednak nie jest aż tak dużo? I może to jednak nie ma aż takiego znaczenia? Nie mówię, że nie można marzyć i snuć planów na przyszłość przeglądając pinteresta lub chociażby instagrama znanych ludzi. No dobra – na pewno ma znaczenie co będę robić za 5 lat, ale na pewno nie ma aż takiego znaczenia jak to, co będę robić za milion lat. Brzmi kosmicznie? No i dobrze. Bóg się nie cacka, to i ja nie będę.

Gdzie się widzisz w wieczności?