Jak tu chcieć kiedy się nie chce?

Chcenie to dość ciekawe zjawisko. W szkole mnie o nim nie uczyli, a tyle na ile sama wymyśliłam, to wymyśliłam, że jest zmienne, bo pamiętam jak przed maturą nie chciało mi się powtarzać lektur i uczyć na kartkówki z niemca, a obecnie nawet jak mam co robić, to i tak wolę poczytać Ekonomię w jednej lekcji Hazlitta (wciąż nie wiem jak to się stało) albo uczyć się niemieckiego. Jak nie pracowałam i miałam prawie półroczne wakacje, bo pisałam inżynierkę, to tęskniłam za szkołą lub jakąś stałą pracą, a jak chodziłam do szkoły, to z utęsknieniem czekałam na wakacje. No więc o co z tym chceniem chodzi? Czemu ot tak, po prostu, nie można czegoś chcieć i tego czegoś robić, a jak już to robisz, to wciąż chcieć?

Tak sobie myślałam o tym przez życie (dzisiaj w sumie i czasem jak ktoś zapytał) i jeśli wziąć pod uwagę praktykę, to znalazłam na to sposób i już od jakiegoś czasu żyje mi się lepiej, aczkolwiek jeśli o teorię chodzi, to wciąż trochę tego nie ogarniałam. Na szczęście, mam obok siebie ludzi, którzy nieustannie inspirują i powodują, że trochę więcej się myśli. Miłe to całkiem, polecam.

 


 

Mija właśnie rok od kiedy P została mamą. I jak patrzyłam na nią przez ten rok, to po prostu nie mogłam ogarnąć, co ta kobieta wyczynia. Pamiętam jak w jakimś lutym próbowałam zmotywować się do pójścia na basen (mimo że żadnej motywacji nie potrzebuję – prosta zasada: nie pójdę popływać lub jakkolwiek poćwiczyć, to będą bolały mnie plecy i tyle), ale była zima, więc to cała wyprawa, trzeba włosy suszyć, ubierać się ciepło, bo zaraz zachoruję i leki trzeba będzie kupić, i do lekarza pójść, i jakieś L4, no nieważne. W wakacje niby łatwiej, ale też nie za bardzo. A tu patrzę sobie na P, a ona przecież nie ma L4, nie ma urlopu, nie dość, że dom, dziecko, kościół, to tu kawa, tu jakieś projekty, tu coś, to jeszcze przychodzi na maksa uśmiechnięta, ogarnięta, uczesana i jakby tego było mało, mówi mi, że chleb upiekła. Boże, jak to tak?

Tak rozmyślając o P, przypomniałam sobie też moich rodziców. Tata. Prawie codziennie przez dwa lata liceum, gdy przychodził o 6, żeby mnie obudzić, zakopywałam się jeszcze głębiej pod kołdrę i mruczałam, że jeszcze 15 minut. I co najlepsze, ten człowiek nie obrażał się, że marnuję jego cenny czas, który on sam też mógł przeznaczyć na dospanie albo odśnieżenie samochodu zimą, nie. On na dodatek robił mi w tym czasie kanapki do szkoły, bo mi się tak bardzo nie chciało, że po prostu pojechałabym głodna.

Mama, która pieliła warzywa w upał, bo wiedziała, że jak zarosną, to może nie wyrosną. I wtedy to może nie miało aż takiego znaczenia, ale za kilka tygodni robiła dla swoich dzieci obiad – z tych samych warzyw, które miały wystarczająco miejsca w ziemi, żeby zdrowo i ładnie wyrosnąć.

(Btw, jestem moim rodzicom wdzięczna nie tylko za jedzenie, żeby nie było, po prostu jestem głodna kiedy to piszę, to może dlatego.)

Wiem, że nie każdy miał tego farta i rodziców roku, więc jeśli to was nie przekonuje, to spokojnie – nie tylko oni.

Moje dwie przyjaciółki, które przejechały pół Polski, bo ja miałam pseudodepresję i mi się nie chciało, więc żebym nie płakała w messengera, przyjechały do mnie, żebym się wypłakała w ramię. Mój brat, który jak miałam 4 latka, a on niewiele więcej niż ja, niósł mnie przez osiedle na barana, bo się przewróciłam na szkło. Mój nauczyciel, który rozczytywał ze mną nuty, bo po raz trzeci przyszłam na lekcję nieprzygotowana.

Nie wiem czy im się chciało. Myślę, że nie zawsze. Wiem, że wszystkie powyżej to przykłady, w których ktoś coś dla kogoś i pewnie tak samo mogłabym wymieniać rzeczy, które ja robiłam dla innych, mimo że mi się nie chciało. Wiadomo, że łatwiej się chce, gdy się robi coś dla kogoś, zwłaszcza jeśli ci na tym kimś zależy. No właśnie! I o to tu chodzi! Jeśli ci na czymś lub na kimś zależy, po prostu trzeba to zrobić. Więc szanujmy się (dosłownie), bo na sobie samych zdecydowanie powinno nam zależeć.

 


 

Nie chce ci się iść do Lidla, ale nie masz co jeść? No stary, jeść trzeba, po prostu. Czy się chce, czy się nie chce.

Nie chce ci się pracować w korpo? Nie musisz tam pracować, jeśli ci się nie podoba, ale to też nie znaczy, że trzeba wszystko rzucać, gdy przychodzi zniechęcenie. Przypomnij sobie dlaczego w ogóle zacząłeś tam pracować i robić to, co robisz. Może naprzeciwko też siedzi jakiś ziomek, któremu też się nie chce pracować, ale jak zagadasz, to się okaże spoko ziomkiem i jak zaczniecie sobie śmieszkować, to każdemu będzie się milej przychodziło do pracy.

Miałeś tyle w planach, ale nie chce ci się, bo jesteś zmęczony? Jak tego nie zrobisz, to będziesz zmęczony, ale jak to zrobisz, to też będziesz zmęczony. Ot bilans. Naucz się odpoczywać – to też sztuka. Zadbaj o dietę, ogarnij dlaczego jesteś zmęczony i działaj, nawet jeśli w twoim przypadku działanie oznacza spanie.

Fajnie jest chcieć coś robić i to robić, zdecydowanie. Czasem jednak nie trzeba aż tak myśleć. Czasem trzeba po prostu wstać i zrobić.