Dobra, minął prawie tydzień. Ludzie mają już albo dość, albo nie dość, ale osłuchani mają przynajmniej swoje zdanie. No i dobra. To ja dorzucę od siebie.

 

Dawid Podsiadło. Kocham tego człowieka. Jako że w chrześcijańskim świecie powiedzenie czegoś takiego czasami nie znaczy za dużo (w końcu kazali nam kochać i siebie, i wszystkich) to powiem inaczej – lubię Dawida. Lubić nikt mi nie kazał, robię to z własnej woli. To już coś znaczy.

Czy będę coś oceniać? Nie jestem pewna. Bardziej będę przedstawiała uczucia i emocje, które mi towarzyszyły przy słuchaniu danej muzyki, nie zapominając o kontekście, czyli miejscu, w którym się znajduję. Miejscu w życiu, nie geograficznie.

 

Pierwsza płyta

Stoję sobie na plaży nad Oceanem Atlantyckim (a jednak geograficznie) i słucham And I. I totalnie za czymś tęsknię, a nawet nie wiem za czym. Jest mi trochę smutno, ale mam jakąś nadzieję. Jest dobrze.

 

Druga płyta

Puszczana głównie w samochodzie – Boże Narodzenie nadchodzi, czasu w samochodzie spędzam dużo, bo to do lasu, to do sklepu po kukurydzę czy po prezenty. Po tygodniu znam wszystkie teksty i bujam się do kierownicy, stojąc na światłach i drę japę, że mieszkam na Ochocie, kiedy tak naprawdę mieszkam na Oliwie (edit: ja przecież nie mieszkam na Oliwie, no co ja). Mam nadzieję w życiu, ktoś mi mówi przez sen ciepłym głosem, nie jestem sama, jest miło.

 

Trzecia płyta

Godzina 00:24, frendsiak wysyła mi na dobranoc soundtrack z Gwiezdnych Wojen, a Spotify od razu wypluwa mi na ekran wiadomość, że Podsiadło wydał nową płytę. No przecież wiem, że to dzisiaj, w końcu preorder zamówiłam już dawno temu. To oczywiste, że na pierwszy rzut pójdzie LIS, kocham lisy. Przed chwilą ktoś mi gadał przez sen, a tu nagle nikogo nie ma. Jak to? Gdzie uciekł? Dobra, lecimy dalej. Tytuł Nie kłami mocno ciekawi. Włączam i w połowie pierwszego refrenu już jestem zaryczana i mam ochotę się do kogoś przytulić, ale przypominam sobie, że przecież jeszcze śpię sama. Ale za chwilę przypominam sobie też, że jest ktoś, kto mnie kocha i na mnie zawsze czeka. Jest dobrze, jest dobrze.

Romansy, rozstania, nieprzyjemna sława, hejty, płytkie relacje. Jak to powiedziała S.: Ja nie wiem jak on to robi, ale znajduje takie tematy nieporuszone, a jednocześnie dotyczące dużej grupy osób. No znajduje. Albo jest znajdowany. Mam wielką nadzieję, że te teksty to albo zwykłe wypowiedzi jakiegoś podmiotu lirycznego, który czasem gdzieś tam spotyka się z myślami i słowami Dawida, albo to chwile przelane na papier, żeby ulżyło. To drugie bardziej mi bliskie, w końcu dawno temu ja tak zaczęłam pisać o latających talerzach, żeby w sobie żalu nie trzymać. Niezdrowo jest tak żal w sobie trzymać.

Przesłuchałam tych 39 minut (nie liczyłam, Spotify mi pokazało ile trwa całość) kilka razy i przesłucham jeszcze na pewno nie kilka. Teksty? Te teksty się i śpiewa, i czyta, i się o nich myśli. Chciałabym pisać takie teksty. Muzycznie – łał. Dżins, Nie ma fal Najlepszy klip to już w ogóle. Dosyć wesoła muza do dosyć smutnych tekstów. Jeszcze pewnie popłaczę się na jakimś przejściu dla pieszych, słuchając przedostatniego numeru, przypominając sobie jak bardzo byłam kiedyś smutna i mając ochotę przytulić Dawida i powiedzieć mu, że wszystko będzie dobrze.

 

Wnioski? Niekoniecznie

Albo no dobra. Bądźmy wyrozumiali. W każdym kontekście. Wiadomo, bez przesady, nie musimy wszystkich lubić. Ale kochajmy. To też coś znaczy.