Nie odkryję Ameryki, jeśli napiszę, że żyję w czasach, w których wszystko trzeba mieć na teraz, a najlepiej na wczoraj.

Niezwykle popularne słowo dedlajn (ang. deadline) postanowiło sobie decydować o zegarze mojego życia, a różnego rodzaju zlecenia, projekty czy inne wielkie przedsięwzięcia nie pozwalają na subtelne podejście do tematu – mam iść do przodu, byle tylko wyrobić się w terminie, nawet kosztem jakości wykonania, że już o własnym zdrowiu nie wspomnę. Jazda bez trzymanki, ewentualnie na jednym kole. Takie egzystowanie w ciągłym stresie i napięciu oraz szeroka dostępność dóbr materialnych i technologicznych, to w sumie całkiem sprzyjające warunki, żeby popaść w jakiś nałóg. Co, co, co? Zaraz, zaraz, jaki nałóg? Że niby ja?

No właśnie – z czym tak naprawdę kojarzy mi się słowo „nałóg”? Z wypaloną paczką papierosów bądź kilkoma opróżnionymi butelkami wysokoprocentowego trunku dziennie, a może z teoretycznie jeszcze grubszymi sprawami, takimi jak narkotyki, hazard czy pornografia? Nie no, chwila, mnie to przecież nie dotyczy… Jestem porządnym obywatelem! Bukmacherka, a już zwłaszcza kasyna, nie dostaną ode mnie ani grosza, od używek trzymam się z daleka. Wszyscy mi mówią, żem chronicznie zapracowany, więc po kolejnym ciężkim dniu walki z panem dedlajnem, zasługuję na tabliczkę czekolady z dobrym nadzieniem czy na dostarczone do rąk własnych pudło z pyszną, świeżutką pizzą z najlepszej pizzerii w mieście. I jeszcze na towarzystwo ulubionego serialu bądź ukochanej gry na PC / PS4 i jazda – tak mogę żyć! Równolegle odliczam dni do najbliższej wypłaty, nie mogę się bowiem doczekać, kiedy znów pofrunę do najbliższego centrum handlowego, gdzie świeżo nabyte cyferki z konta, spożytkuję w sposób szybki, łatwy i przyjemny. No co?! Przecież ciężko i uczciwie pracuję, chyba mi się należy?

Wszystko mi wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne. Prosty, konkretny fragment, bardzo często stosowany jako wymówka lub nawet alibi. Przecież, dlaczego mam sobie odmówić przyjemności? No dobra, pytanie tylko, co się stanie, gdy faktycznie ich sobie odmówię. Czy bez sprawdzenia maila służbowego poza godzinami pracy będę spokojny i wyluzowany, czy może jednak moje myśli będą wędrowały gdzieś wśród niedokończonego zlecenia i zacznę rozkminiać, czy na pewno na którymś etapie nie popełniłem błędu? Czy bez zjedzenia kolejnej pysznej drożdżówki mój dzień będzie tak samo udany, a może brak codziennego skoku insulinowego sprawi, że zrobię się smutny, senny i markotny? Czy bez kupna ciuchów z najnowszej kolekcji, świeżo zaprezentowanego smartfona albo kodu powiększającego mój exp w Final Fantasy XX dam radę wytrzymać chociaż miesiąc?

Ktoś powie: E tam, przesadzasz. Z życia trzeba czerpać garściami, w końcu jest tylko jedno. Hm, no właśnie. Skoro tylko jedno, to chyba jednak warto o nie zadbać. Dogodzenie sobie raz na jakiś czas nie jest niczym złym, ale jeżeli rezygnacja ze zjedzenia Snickersa skończy się u mnie drżeniem mięśni bądź pojawieniem się zimnego potu na plecach, to chyba coś jest nie tak. Jeżeli po raz kolejny zarwę nockę, bo mój klan toczył ważny pojedynek, a ja na drugi dzień przegram pojedynek z opadającymi powiekami na spotkaniu z klientem, to chyba coś jest nie tak. Jeżeli mój dziesiąty kupon w Lotto albo STS-ie krzyczy do mnie loser!, a ja mimo to kupuję jedenasty z nadzieją na zarobek, który nawet nie wyrówna mi wcześniejszych strat, to chyba coś jest nie tak.

Znowu przesadzam? A może ty też tak masz, że coś, co sprawia ci przyjemność na godzinę, dwie, tak naprawdę jest tylko pozorem szczęścia i po naładowaniu zielonego paska z napisem „happiness” do maksimum, w tempie dwukrotnie szybszym następuje spadek i pojawia się kolor czerwony? Może też bijesz się z własnymi myślami, mówiąc sobie, że to tylko złe przyzwyczajenie, od jutra z tym kończę, nowy rok – nowy ja, a i tak nic się nie zmienia? Być może nawet jesteś uzależniony, ale jeszcze tego nie wiesz, lub, co gorsza, świadomie wpadłeś w większy lub mniejszy nałóg, ale próbujesz zaklinać rzeczywistość, mówiąc, że to przecież nic takiego, i nie przyznasz się, że wszelkie próby detoksu kończą się porażką i powrotem do swojego ulubionego rytuału pozornego uszczęśliwiania się?

Może teraz odpowiesz – jak jesteś taki mądry, to pokaż mi, jak mam żyć. OK, nie jestem aż tak mądry, bo żaden ze mnie psycholog, dietetyk czy trener kulturystyki. Ale jedno mogę ci zaproponować – poradź się kogoś, kto się zna, kto ma większą wiedzę w nurtującym cię temacie. Specjaliści to tacy sami ludzie jak ty i ja – oddychają, nie gryzą, a co najważniejsze, znają się na tym co robią i są od tego, żeby ci pomóc. To nie są – wbrew życzliwym inaczej – oszuści,  czyhający aby ograbić cię do ostatniego grosza – w dzisiejszych czasach mało kto może sobie na takie coś pozwolić, w końcu internet nie wybacza. Nie masz tyle kasy albo się wahasz? Czujesz, że to jeszcze nie czas, żeby odwiedzić eksperta, ale jednak masz ochotę działać i spróbować zdusić nadciągający problem w zarodku? Mam dla ciebie fajną propozycję.

Jako ekipa 12k postanowiliśmy wesprzeć wraz z Science PR innowacyjny projekt realizowany przez Instytut Psychologii Polskiej Akademii Nauk. Badacze PAN (dr hab. Mateusz Gola i Maciej Skorko), za pomocą stworzonej przez siebie aplikacji Nałogometr, chcą zbadać czynniki, które wpływają na nasilenie głodu nałogowego. Wyniki badania pomogą w walce z uzależnieniami. Im więcej uczestników badania, tym dokładniejsze wnioski będzie można z niego wyciągnąć. Aplikacja jest bezpłatna, projekt ma wyłącznie charakter naukowy i prospołeczny. Jest dostępna na urządzenia z systemem Android. Jak działa aplikacja Nałogometr? Uczestnik badania przez 30 dni odpowiada na pytania zadawane w aplikacji. Następnie otrzymuje raport, dzięki któremu może lepiej „poznać” swoje uzależnienie.

Czyż nie wspaniale byłoby uświadomić ludziom, że nałóg nie musi już więcej przejmować kontroli nad życiem, bo istnieje narzędzie, które pozwala kontrolować i analizować głód nałogowy? Warto dodać, że w ten sposób możesz przyczynić się do stworzenia skuteczniejszych metod leczenia wszelkich uzależnień, a samemu też na tym skorzystać – jeśli nawet już czekasz na umówioną wizytę u specjalisty, bo postanowiłeś/aś zmienić coś w swoim życiu, wyniki takiego badania na pewno pomogą ci mocniej chwycić byka za rogi.

We współpracy z Science PR