Kojarzysz biblijną historię Jakuba i Labana? To ta opowieść, gdzie facet był tak wpatrzony w kobietę, że zgodził się pracować siedem lat, żeby móc z nią być. Ostatecznie, w ramach małego niedomówienia przepracował 14 lat, żeby została jego żoną.

Ostatnio, gdy słuchałam kazania na ten temat, cicho westchnęłam.

7 lat pracy w zamian za kobietę? Na moim horyzoncie ciężko dojrzeć faceta, który zaprosiłby mnie na siedem kaw! Zamiast wytrwałych zawodników dużo łatwiej wpaść na tych, którzy rzucają hasłami aż tak mi nie zależy, nie odpisała mi na smsa, więc niech się nie dziwi, że nic z tego nie wyszło lub przecież wiesz, że w kościele jestem na wygranej pozycji. Auć.

Można zacząć się smucić i chwycić pierwszego lepszego układu lub zacząć budować plan.

Nigdy na 100% nie wiesz czy związek, w który wchodzisz, skończy się happy endem. Nie możesz brać odpowiedzialności za decyzje drugiej strony. Ale czasami wszystkie znaki na niebie i ziemi podpowiadają, że pakujesz się w coś złego. Choćbyś bardzo chciał, nie da się nie zauważyć wielkich czerwonych wykrzykników.

Nie rezygnuj z celu dlatego, że dzisiaj nie widzisz sensownego wyjścia z sytuacji. Nie idź na skróty. Tymczasowe rozwiązania w ostatecznym rozrachunku przynoszą więcej bólu i rozczarowania niż jest to warte.

Możesz powiedzieć każde doświadczenie nas czegoś uczy. Odpowiem: masz rację, ale nie ma sensu tarzać się w błocie, żeby sprawdzić, czy na pewno się ubrudzisz. Mówienie nie pewnym rzeczom, jest mówieniem tak innym w przyszłości. Nie oczekuj dobrych rozwiązań, kiedy świadomie wybierasz złe decyzje.

Złap na to wizję.

Wizja dla życia to zorientowany, konkretny plan na przyszłość.

Kiedy zaczęłam w jasny sposób planować mój przyszły związek, w przedbiegu odpadło wielu kandydatów. Zdecydowałam, że chcę z moim przyszłym mężem budować relacje opartą na modlitwie i wspólnej służbie. Randkowanie z typkami z Tindera nie zbliża mnie do tego punktu. Czy to łatwe? Zupełnie nie. Czy warto? Głęboko wierzę, że tak.

Kiedy w bardzo świadomy sposób wyznaczasz wizję dla swojego życia, nie musisz szukać odpowiedzi na wiele pytań. One nasuwają się same. To nie znaczy, że łatwiej będzie funkcjonować według tych zasad. To znaczy, że nie będziesz marnować czasu na wewnętrzną grę a może jednak to jest to.

Na koniec historia o butach. Wyobraź sobie, że musisz kupić obuwie. Wiesz dokładnie, który model cię interesuje – niech będą to skórzane botki. Nie będziesz kłócić się co do koloru, ale wiesz, że mają być porządne, bo planujesz przejść w nich niejedną zimę. Wchodzisz do sklepu, a twoich butów nie ma. Odwiedzasz go za tydzień – wciąż pusto. Twoi znajomi mówią – nie wymyślaj, te obcasy też wyglądają porządnie. Możesz pójść za ich radą, ale wiesz, że to model, który ci nie odpowiada. Jest przystosowany do innych warunków i nie będzie zbyt wygodny na dłuższą metę.

Czasami masz poczucie, że kończy się sezon. Że na wystawie jest wszystko, ale nie to czego potrzebujesz. Wtedy przychodzi pokusa, żeby wybrać japonki, czy tam inne sandały. No wiesz, buty, jak buty. Ale coś w środku podpowiada – poczekaj na swój model. Przecież doskonale wiesz, na co czekasz. Czasem masz ochotę wparować do sklepu i nawrzeszczeć na ekspedientkę. Ile można czekać na dostawę? Czasem naprawdę kusi, żeby sięgnąć po jakikolwiek model. Nie ty pierwsza, nie ostatnia będziesz chodziła z odciskami i obtarciami.

Uwierz mi, droga jest zbyt długa, żeby zaciskać zęby.

Codzienność nie zawsze jest kolorowa. Łatwo wykrzykiwać mądre hasła, gdy jesteś w dobrej formie. Bywa gorzej, gdy spędzasz kolejny samotny wieczór. Wtedy przyszłość wydaje się być mglista i zamazana. Właśnie wtedy wizja jest lampą, która będzie rozświetlać drogę i przypominać dokąd idziesz.

A gdy przychodzi gorszy dzień, musisz mi uwierzyć na słowo – są jeszcze na tym świecie mężczyźni, którzy zaproszą cię na siedem kaw. I na ósmą też.