Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto w ostatnim czasie z powodu własnej głupoty nie wpakował się w kłopoty.

Niepodpisane na czas dokumenty.

Niedopilnowane polecenie zapłaty.

Ważny telefon, który wypadł z głowy.

Zdarza się, jesteśmy tylko ludźmi. Jeśli dodamy do tego pozostałe czynniki – nieuczciwość ludzi, kruczki prawne, o których nie mieliśmy prawa wiedzieć i złośliwość rzeczy martwych – może wyjść niezły bałagan.

Czasami stajemy w obliczu sytuacji, które sprawiają, że przez głowę przechodzi huragan myśli.

Czy mogłam to przewidzieć? Czy moja intuicja jeszcze działa? Dlaczego nie posłuchałam rad przyjaciół?

Na koniec dnia stajemy przed lustrem i zadajemy sobie pytanie – jak to się mogło stać? Biczujemy się i tworzymy najczarniejsze scenariusze. Wszystko to kwitujemy pogardliwym spojrzeniem na winnego całego zamieszania, który znajduje się po drugiej stronie lustra.

To fascynujące, że Bóg jest zawsze kilka kroków przed nami. On dokładnie wie, co czeka nas za rogiem. Dopuszcza do pewnych sytuacji, wiedząc ile emocji będą nas kosztowały. Czy to znaczy, że nas nie kocha? Wręcz przeciwnie. Pozwala nam wejść w przestrzeń do nauki i wyciągania wniosków. Czy mógłby wcześniej nas uratować? Naturalnie. W wielu sferach naszego życia jesteśmy jak dzieci, które uczą się jeździć na rowerze. Rodzic musi stanąć z boku i pozwolić na kilka upadków. Dopinguje, trzyma kciuki i utuli zaraz po wywrotce. Ale, żeby lekcja mogła być odrobiona, musi stanąć z boku – nie odrobi jej za nas.

To co różni Boga od ludzi, to to, że nie jest zdziwiony naszymi porażkami. Nie używa ukochanego sloganu „a nie mówiłem?”. Nie załamuje rąk i nie wpisuje nas na czarną listę. Nie zaskakują go nasze błędy i nie wpływają na to, w jaki sposób nas postrzega.

Tak dobrze byłoby czasami spojrzeć na siebie Jego oczami. Odpuścić sobie.

Stało się. Bywa. Lecimy dalej.

Dobrze by było być dla innych przyjacielem według Jego serca. Tym, który nie przewraca oczami i  nie robi sobie pożywki z konsekwencji złych wyborów. Raczej tym, który zaparzy kawy i powie – wierzę w ciebie, następnym razem zrobisz to lepiej.

Nie znam żadnej historii sukcesu u podłoża, której byłoby regularne biczowanie się za złe wybory. Wyciągnij wnioski i idź dalej. Bóg nie postawił na Tobie krzyżyka.

Ty też nie musisz tego robić.

Odpuść sobie.