Nie odkryję Ameryki, jeśli napiszę, że żyję w czasach, w których wszystko trzeba mieć na teraz, a najlepiej na wczoraj. Niezwykle popularne słowo dedlajn (ang. deadline) postanowiło sobie decydować o zegarze mojego życia, a różnego rodzaju zlecenia, projekty czy inne wielkie przedsięwzięcia nie pozwalają na subtelne podejście do tematu – mam iść do przodu, byle tylko wyrobić się w terminie, nawet kosztem jakości wykonania, że już o własnym zdrowiu nie wspomnę. Jazda bez trzymanki, ewentualnie na jednym kole.
CZYTAJ DALEJ